Nowa aktualizacja paczki meta, czyli ubuntu-standard, oraz ubuntu-minimal, od 01.06.2017 to gnome-shell staje się podstawą systemu i pulpitem podstawowym:
ubuntu-meta (1.384) artful;
* Refreshed dependencies
* Added gnome-control-center to desktop
* Added gnome-settings-daemon to desktop
* Added gnome-shell to desktop
01 czerwiec 2017
-----------------------------------------------------------------
ubuntu-meta (1.383) artful;
* Remove Unity & associated component to remplace it with Gnome Shell
(LP: #1694991).
* Refreshed dependencies
* Removed notify-osd from desktop
* Removed overlay-scrollbar-gtk2 from desktop-recommends
* Removed unity from desktop [amd64 arm64 armhf i386 ppc64el]
* Removed unity-control-center from desktop [amd64 arm64 armhf i386
ppc64el]
* Removed unity-settings-daemon from desktop
Bye bye Unity, it has been a long and fun ride: from the Unity0 in
vala+mutter for Ubuntu Netbook Edition, to Unity1 becoming Unity7
with the compiz C++ rewrite and Nux additions. We had our load of fun,
joy, sadness, crazyness… without forgetting crashes as well!
Remember those shaders, those overlay scrollbars, those window stack issues,
those 5am releases? And synchronizing you with the Unity2D team!
Thanks to everyone involved, all those still here, those who left.
01 czerwiec 2017
Trzeba coś więcej dodawać?
O systemie linux, jego meandrach, czeluściach, zakamarkach, i pulpitach (KDE Plasma 5, Unity8, Xfce, Lxde, Lxqt, Cinnamon), itd. itp.
piątek, 2 czerwca 2017
czwartek, 6 kwietnia 2017
Ubuntu - koniec z Unity8, Unity7 i Mir, oraz telefonami.
Mark Shuttleworth ogłosił iż koniec z inwestowaniem (czyt. trwonieniem czasu i pieniędzy) w projekty takie jak: Unity7, Unity8, Mir, czy system na telefon i sam telefon.
Decyzja została podjęta po zweryfikowaniu, prawdopodobnie, kosztów za ubiegły rok fiskalny.
I nie ma się do dziwić, ponieważ Canonical z Ubuntu Desktop stało przez kilka lat w miejscu, kiedy inne środowiska posuwały się na przód.
Sam się dziwiłem przecież, dlaczego Canonical nie skupi się całkowicie nad Unity8, czy Mir, porzucając całkowicie Unity7, Compiz itp.
Problem w tym, że Canonical, jak samo Ubuntu poszło w drugą stronę, a więc zamiast Mir, telefonów, systemu mobilnego, Unity8, czy nawet 7... gnome-shell, czy jak kto woli gnome. To oznacza, iż Ubuntu jako system niby wraca do korzeni, tylko że... gnome to nie jest już to samo gnome. Nie bez powodu, użytkownicy wybierają w większym stopniu kde, czy leciwe, ale szybkie i działające xfce.
Czy wybór gnome, to dobry wybór?
Pokazuje to od kilku lat Linux Mint, że... nie.
Gnome-shell jest pod wieloma względami ograniczone, a w wielu sprawach wręcz opóźnione rozwojowo. Do tego trzeba dodać zmieniające się API co nowe wydanie, czy daleko idące zmiany w kodzie.
Linux Mint jest tutaj najlepszym przykładem, iż nie gnome-shell ludzie chcą, ale normalności. I cinnamon to im w pewnym stopniu i sensie daje.
Chciałbym zobaczyć twórców Mint-a, gdyby to Ubuntu zamiast gnome-shell przeszło na cinnamon. Czy w takim wypadku istnienie Linux Mint miałoby sens? A gdyby tak Ubuntu zawierało oba te pulpity, jeden jako podstawkę, a drugi jako do wyboru, co wtedy zrobili by użytkownicy?
Jedno mogę napisać, o przyszłości Ubuntu z Unity7, czy Unity8, Mir itd. miało już dano wyrobione zdanie, iż to nie ma sensu, jeśli Ubuntu nadal ma opierać się o Unity7, które w żaden, ale to w żaden sposób nie pozwala się dostosować do swoich potrzeb. To już gnome-shell, po przez dodatki, ma taką opcję. Gdyby Canonical było właściwie zarządzane, oraz zarzuciło by już kilka lat temu wparcie dla Unity7, a skupiło się na Unity8, to obecnie sytuacja wyglądała by inaczej.
A tak, obecnie, Ubuntu wraca na stare "śmieci", tylko problem w tym, że to już nie są te same "śmieci" jakie były kiedyś, i nie każdy te "śmieci" lubi, ani nie każdemu te "śmieci" się podobają.
Warto też wspomnieć, że za jakiś czas gnome zmieni się, wkraczając w erę gtk4, czy Ubuntu i Canonical mają świadomość, iż mogą kolejny raz przespać pewien okres, i obudzić się z ręką w nocniku?
Oczywiście, Ubuntu i Canonical nie znikają z rynku, ale więcej uwagi będzie się oddawać temu co produkuje pieniądze, niż je traci (czyt. przynosi straty).
poniedziałek, 6 lutego 2017
klony Arch linux #10 - manjaro
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
manjaro - link
Dwa pulpity do wyboru (podstawka), oraz wersje z pulpitami innymi stworzone przez społeczność: budgie, lxde, lxqt...
Chyba najbardziej rozpoznawana dystrybucja, i chyba najbardziej przereklamowana. Nie dlatego, iż to Arch linux, iż to xfce, czy kde które posiada także Arch linux. Ale dlatego, że manjaro urosło do rangi tego samo, czym mint jest dla Ubuntu. Wszystko co posiada manjaro, posiada też arch linux. Czy to czyni manjaro lepszym? I tak, i nie. Ponieważ manjaro broni się graficznym instalatorem, użytecznym pakietem programów, działającym pulpitem itp. itd.
Ale manjaro nie jest jedyne w gronie systemów opartych o dystrybucję Arch linux, z działającym pulpitem i graficznym instalatorem. Są klony lepsze i gorsze, ale też działają, też posiadają (w większości) instalator graficzny itd. itp.
Dlaczego więc, manjaro, wybiło się ponad inne?
Może spójność, może wygląd, a może... bo tak.
Manjaro oferuje to, czego oczekuje mało zaawansowany użytkownik. A przy okazji otrzymuje system w pełni aktualny, i ciągle aktualizowany i najnowszy, czy trzeba chcieć więcej?
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
manjaro - link
Dwa pulpity do wyboru (podstawka), oraz wersje z pulpitami innymi stworzone przez społeczność: budgie, lxde, lxqt...
Chyba najbardziej rozpoznawana dystrybucja, i chyba najbardziej przereklamowana. Nie dlatego, iż to Arch linux, iż to xfce, czy kde które posiada także Arch linux. Ale dlatego, że manjaro urosło do rangi tego samo, czym mint jest dla Ubuntu. Wszystko co posiada manjaro, posiada też arch linux. Czy to czyni manjaro lepszym? I tak, i nie. Ponieważ manjaro broni się graficznym instalatorem, użytecznym pakietem programów, działającym pulpitem itp. itd.
Ale manjaro nie jest jedyne w gronie systemów opartych o dystrybucję Arch linux, z działającym pulpitem i graficznym instalatorem. Są klony lepsze i gorsze, ale też działają, też posiadają (w większości) instalator graficzny itd. itp.
Dlaczego więc, manjaro, wybiło się ponad inne?
Może spójność, może wygląd, a może... bo tak.
Manjaro oferuje to, czego oczekuje mało zaawansowany użytkownik. A przy okazji otrzymuje system w pełni aktualny, i ciągle aktualizowany i najnowszy, czy trzeba chcieć więcej?
klony Arch linux #9 - antergos
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
antergos - link
Arch linux + gnome-shell + podstawowy zestaw programów.
Graficzny instalator.
Wszystko działa.
Nie rozwodzę się nad tą dystrybucją, ponieważ nie ma co pisać. Jedną ciekawostką jest to, iż dystrybucja "waży" ponad 1,7 GB, oraz jako przeglądarkę posiada chromium.
Warto też wiedzieć, że dystrybucja jest aktualizowana na bieżąco.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
antergos - link
Arch linux + gnome-shell + podstawowy zestaw programów.
Graficzny instalator.
Wszystko działa.
Nie rozwodzę się nad tą dystrybucją, ponieważ nie ma co pisać. Jedną ciekawostką jest to, iż dystrybucja "waży" ponad 1,7 GB, oraz jako przeglądarkę posiada chromium.
Warto też wiedzieć, że dystrybucja jest aktualizowana na bieżąco.
klony Arch linux #8 - BBQLinux
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
bbqlinux - link
Czy można chcieć stworzyć system, który będzie dla... programistów systemu Android?
Widać można i się ludziom chce.
Dystrybucja posiada pełny zakres pulpitów, ale w różnym okresie wydane. Oznacza to, iż wersja mate jest z 2016-06, najnowsza czyli cinnamon to 2016-11, a jeśli by ktoś chciał pulpit gnome, czy kde, to jest skazany na wersję z roku 2015.
Obraz najnowszej wersji (2016-11) to jakieś 2,5 GB więc nie mało, ale zawiera pakiet biurowy, choć jeśli to dystrybucja dla programistów to na co komu ten pakiet? Czy nie ma innych rozwiązań? BBQLinux bez problemu zainstalujemy na dysku przy pomocy graficznego instalatora.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
bbqlinux - link
Czy można chcieć stworzyć system, który będzie dla... programistów systemu Android?
Widać można i się ludziom chce.
Dystrybucja posiada pełny zakres pulpitów, ale w różnym okresie wydane. Oznacza to, iż wersja mate jest z 2016-06, najnowsza czyli cinnamon to 2016-11, a jeśli by ktoś chciał pulpit gnome, czy kde, to jest skazany na wersję z roku 2015.
Obraz najnowszej wersji (2016-11) to jakieś 2,5 GB więc nie mało, ale zawiera pakiet biurowy, choć jeśli to dystrybucja dla programistów to na co komu ten pakiet? Czy nie ma innych rozwiązań? BBQLinux bez problemu zainstalujemy na dysku przy pomocy graficznego instalatora.
klony Arch linux #7 - backslash os
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
backslash os - link
Cinnamon, pełna paleta programów, graficzny instalator, a to wszystko na podstawie Arch linux, czy potrzeba czegoś więcej?
Ponad 2,7 GB wielkości obraz do pobrania.
Menu z przesuwanymi ekranami.
Nawiązanie do systemu z telefonu, czy tabletu, niż do systemu na komputer.
System klarowny i z elementami, które nigdy się przydadzą.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
backslash os - link
Cinnamon, pełna paleta programów, graficzny instalator, a to wszystko na podstawie Arch linux, czy potrzeba czegoś więcej?
Ponad 2,7 GB wielkości obraz do pobrania.
Menu z przesuwanymi ekranami.
Nawiązanie do systemu z telefonu, czy tabletu, niż do systemu na komputer.
System klarowny i z elementami, które nigdy się przydadzą.
klony Arch linux #6 - OBRevenge OS
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
OBRevenge os - link
Czy można stworzyć naprawdę ciekawą dystrybucję, opartą o Arch linux? Okazuje się, że można.
OBRevenge to dość dziwna dystrybucja, ponieważ niby ponad 1 GB, ale panel xfce ma, panel mate posiada, podobnie z tinty2, czy lxpanel też się w tym systemie znajduje. A pulpit tak naprawdę działa pod... openbox. Menu openbox zmodyfikowane i przygotowane pod dystrybucję.
Graficzny instalator jest.
Obrevenge to jedna z najciekawszych i dopracowanych pod względem szczegółów dystrybucji opartych o Arch linux.
Jedyny mankament? Brak palety programów.
Ale jest to dystrybucja, która mnie pozytywnie zaskoczyła.
Dystrybucja dość często aktualizowana.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
OBRevenge os - link
Czy można stworzyć naprawdę ciekawą dystrybucję, opartą o Arch linux? Okazuje się, że można.
OBRevenge to dość dziwna dystrybucja, ponieważ niby ponad 1 GB, ale panel xfce ma, panel mate posiada, podobnie z tinty2, czy lxpanel też się w tym systemie znajduje. A pulpit tak naprawdę działa pod... openbox. Menu openbox zmodyfikowane i przygotowane pod dystrybucję.
Graficzny instalator jest.
Obrevenge to jedna z najciekawszych i dopracowanych pod względem szczegółów dystrybucji opartych o Arch linux.
Jedyny mankament? Brak palety programów.
Ale jest to dystrybucja, która mnie pozytywnie zaskoczyła.
Dystrybucja dość często aktualizowana.
klony Arch linux #5 - bluestar linux
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
bluestar linux (poniżej wersja: 4.9.6) - link
4,2 GB, wielkość obrazu do pobrania... ktoś pomyśli, że jest moc. I ma rację. Uruchamiając dystrybucję, otrzymujemy: KDE + panel cairo + masę śmiecia i rzeczy powielających swoje działanie. Bluestar to takie pinguy os w przypadku Ubuntu. Niby jest KDE, niby działa, niby mamy masę rzeczy w menu, niby wszystko jest ładne i można sobie ustawić ładny wygląd... ale, po co to komu? Graficzny instalator jest, ale po instalacji będziemy mieli w systemie wszystko i nic.
Jak napisałem, takie pinguy, ale trzon to Arch linux. Kompletne pomieszanie, z poplątaniem. Ale jeśli ktoś lubi take klimaty... nie pobiera i dobrze się bawi :)
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
bluestar linux (poniżej wersja: 4.9.6) - link
4,2 GB, wielkość obrazu do pobrania... ktoś pomyśli, że jest moc. I ma rację. Uruchamiając dystrybucję, otrzymujemy: KDE + panel cairo + masę śmiecia i rzeczy powielających swoje działanie. Bluestar to takie pinguy os w przypadku Ubuntu. Niby jest KDE, niby działa, niby mamy masę rzeczy w menu, niby wszystko jest ładne i można sobie ustawić ładny wygląd... ale, po co to komu? Graficzny instalator jest, ale po instalacji będziemy mieli w systemie wszystko i nic.
Jak napisałem, takie pinguy, ale trzon to Arch linux. Kompletne pomieszanie, z poplątaniem. Ale jeśli ktoś lubi take klimaty... nie pobiera i dobrze się bawi :)
klony Arch linux #4 - Apricity os
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
Apricity os - link.
Dystrybucja posiada dwie wersje pulpitu: gnome3, oraz cinnamon. Dziwniejsze wydaje się jednak to, iż wersja stabilna z tego samo roku i miesiąca nie posiada wersji 32 bit, ale wersja dev, która jest z tego samego roku i miesiąca już tak. Gdzie tu sens?
Ale prawie 2GB wielkości obrazu .iso zobowiązuje. Zobowiązuje na pewno do posiada działającego pulpitu, i palety programów. I tak się dzieje. Graficzny instalator pozwala na bezproblemowe zainstalowanie Archa, przepraszam, Apricity os na dysku. Co tu więcej można napisać?
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
Apricity os - link.
Dystrybucja posiada dwie wersje pulpitu: gnome3, oraz cinnamon. Dziwniejsze wydaje się jednak to, iż wersja stabilna z tego samo roku i miesiąca nie posiada wersji 32 bit, ale wersja dev, która jest z tego samego roku i miesiąca już tak. Gdzie tu sens?
Ale prawie 2GB wielkości obrazu .iso zobowiązuje. Zobowiązuje na pewno do posiada działającego pulpitu, i palety programów. I tak się dzieje. Graficzny instalator pozwala na bezproblemowe zainstalowanie Archa, przepraszam, Apricity os na dysku. Co tu więcej można napisać?
klony Arch linux #3 - Archbang (2016)
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
ArchBang - link.
Najmniejsza dystrybucja? Nie do końca, ponieważ może i ArchBang to niecałe 500MB, ale to nadal jednak wiele w porównaniu z innych dystrybucjami, opartymi o... openbox, oraz nie zawierającymi praktycznie żadnego programy w zestawie. I teraz pytanie: albo menu openbox nie zostało skonfigurowane, albo dystrybucja ta kryje w sobie "jakąś tajemnice". Do dyspozycji użytkownika w przypadku wersji lite zostaje openbox, oraz terminal, a przypadku wersji normalnej... działa przeglądarka i terminal, bo niczego więcej nie ma.
Instalator w wersji psełdo-graficzno-tekstowej.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
ArchBang - link.
Najmniejsza dystrybucja? Nie do końca, ponieważ może i ArchBang to niecałe 500MB, ale to nadal jednak wiele w porównaniu z innych dystrybucjami, opartymi o... openbox, oraz nie zawierającymi praktycznie żadnego programy w zestawie. I teraz pytanie: albo menu openbox nie zostało skonfigurowane, albo dystrybucja ta kryje w sobie "jakąś tajemnice". Do dyspozycji użytkownika w przypadku wersji lite zostaje openbox, oraz terminal, a przypadku wersji normalnej... działa przeglądarka i terminal, bo niczego więcej nie ma.
Instalator w wersji psełdo-graficzno-tekstowej.
klony Arch linux #2 - Parabola GNU/Linux-libre
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
Parabola GNU/Linux-libre - link
Wolność, wszystko za darmo? Taki zamysł ma na siebie dystrybucja Parabola GNU/Linux-libre, w której znajduje się jedynie i wyłącznie wolne oprogramowanie. Czy to dobrze, czy źle to już samemu trzeba ocenić, czy zamykanie się na niezbyt wolne elementy to wolność, czy pseudo udawanie wolności, bo tak naprawdę jednak się ograniczamy i więzimy.
To co rzuca się w oczy to... tapeta, która nasuwa na myśl nosorożce, bajki o Bambim, czy Królu Lwie. To co ważne, to to, iż dystrybucja jest w miarę aktualizowana i działa.
Dystrybucja posiada obraz płyty, nie małej wielkości, ponad 2 GB, powód oczywisty, to dwie architekturach procesora, czyli 32 i 64 bit, bez decydowania jaką wersję systemu chcemy, lub jaki rodzaj procesora posiada nasz komputer. Choć stworzenie dwóch osobnych wersji odnośnie procesorów odchudziłoby obraz jaki trzeba pobrać.
Pulpit to mate, czyli jakby to napisać, state dobre gnome2.
System posiada podstawowe programy, tak aby każdy po uruchomieniu, czy instalacji nie czuł się... wyobcowany.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
Parabola GNU/Linux-libre - link
Wolność, wszystko za darmo? Taki zamysł ma na siebie dystrybucja Parabola GNU/Linux-libre, w której znajduje się jedynie i wyłącznie wolne oprogramowanie. Czy to dobrze, czy źle to już samemu trzeba ocenić, czy zamykanie się na niezbyt wolne elementy to wolność, czy pseudo udawanie wolności, bo tak naprawdę jednak się ograniczamy i więzimy.
To co rzuca się w oczy to... tapeta, która nasuwa na myśl nosorożce, bajki o Bambim, czy Królu Lwie. To co ważne, to to, iż dystrybucja jest w miarę aktualizowana i działa.
Dystrybucja posiada obraz płyty, nie małej wielkości, ponad 2 GB, powód oczywisty, to dwie architekturach procesora, czyli 32 i 64 bit, bez decydowania jaką wersję systemu chcemy, lub jaki rodzaj procesora posiada nasz komputer. Choć stworzenie dwóch osobnych wersji odnośnie procesorów odchudziłoby obraz jaki trzeba pobrać.
Pulpit to mate, czyli jakby to napisać, state dobre gnome2.
System posiada podstawowe programy, tak aby każdy po uruchomieniu, czy instalacji nie czuł się... wyobcowany.
klony Arch linux #1 - Bridge linux
Wydawać by się mogło, że Arch to przecież bardzo dobra baza pod inną, własną, dystrybucję. Ale okazuje się, iż nie jest to tak do końca prawda.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
Bridge Linux - link.
System na obecną chwilę nie posiada aktualnego obrazu, a jednie wersję z 2015 roku, chyba że źle szukałem. Strony dystrybucji wygląda trochę jakby była w budowie, a cały pomysł na dystrybucję odłożono na później. Jednak system działa.
Dystrybucja, nawet w tak przestarzałej wersji broni się wielkością obrazu iso - jedynie ponad 600MB, co jest naprawdę wynikiem bardzo dobrym.
Doskwiera fakt, iż brak nowszej wersji, i nie wiadomo kiedy i czy się ona pojawi.
Pulpit to lxde, a więc jest prosto, funkcjonalnie i szybko.
Dystrybucja posiada graficzny instalator, choć nie wiadomo, czy obecnie jest on dostosowany do obecnych realiów, ale działa.
Ponieważ z jednej strony mamy system, który jest idealny do "klonowania", czy "kopiowania", ale z drugiej strony system aktualizacji, czy AUR czyni z tego zaletę tego systemu. Ale w przypadku własnej dystrybucji, to koszmar.
I nie chodzi o to, że nasz system, w momencie jego wydania (upublicznienia) jest już... przestarzały. A im dłużej "nasza" wersja Archa pozostaje bez nowej wersji, tym nasz system z każdym dniem starzeje się jeszcze szybciej.
Ale postanowiłem wybrać kilka dystrybucji, klonów Arch linux, z działającym pulpit, bazą programów (choć nie zawsze), oraz... graficzny, prosty, instalatorem (także nie zawsze).
Bridge Linux - link.
System na obecną chwilę nie posiada aktualnego obrazu, a jednie wersję z 2015 roku, chyba że źle szukałem. Strony dystrybucji wygląda trochę jakby była w budowie, a cały pomysł na dystrybucję odłożono na później. Jednak system działa.
Dystrybucja, nawet w tak przestarzałej wersji broni się wielkością obrazu iso - jedynie ponad 600MB, co jest naprawdę wynikiem bardzo dobrym.
Doskwiera fakt, iż brak nowszej wersji, i nie wiadomo kiedy i czy się ona pojawi.
Pulpit to lxde, a więc jest prosto, funkcjonalnie i szybko.
Dystrybucja posiada graficzny instalator, choć nie wiadomo, czy obecnie jest on dostosowany do obecnych realiów, ale działa.
wtorek, 31 stycznia 2017
Failed to load R0 module /usr/lib/virtualbox/VMMR0.r0: An unknown (and thus untrusted) group has write access to '/usr'
Rozwiązania podawane w internecie nie działają... a może jedynie u mnie tak się działo.
Na rozwiązanie wpadłem jakoś tak, po prostu.
W moim przypadku wystarczyło sprawdzić: do jakich grup należą dane katalogi, a przede wszystkim dwa:
/usr i /usr/lib - jeśli pierwsza nazwa użytkownika to root, a druga to nazwa użytkownika, wtedy trzeba dokonać zmiany tak, aby katalog systemowy /ust posiadał ustawienie w systemie root root
W tym przypadku przydaje się polecenie:
ls -l /
I właściwe ustawienie powinno wyglądać tak:

Jeśli nie wygląda, to wykonuje się polecenie:
sudo chown :root /usr
Ale to może nie wystarczyć.
Jeśli tak się stało, iż nadal Virtualbox nie działa, to trzeba nadać
/usr/lib (ponieważ tu jest błąd) klasyfikację jako root: sudo chown :root /usr/lib
Po zatwierdzeniu polecenia, wszystko powinno już działać. Bez reinstalacji, czy innej zabawy.
W innych przypadkach... nie jestem wstanie pomóc.
sobota, 21 stycznia 2017
linux - najlepszy - najgorszy - najciekawszy - najnudniejszy - ...
Od kilku dni chodzi mi po głowie myśl, aby stworzyć pewne podsumowanie dystrybucji, czy świata linux. Oczywiście, byłoby to moje zestawienie i większość osób by się ze mną nie zgodziła, ale nie o to w tym chodzi, czy się zgadzać, czy nie. Ponieważ każdy ma inne zapatrywania na system linux, i czego innego ja w nim szukam, a czego innego możesz szukać i ty.
Która dystrybucja mnie najbardziej zaskoczyła?
Odpowiedź: MakuluLinux.
Uzasadnienie: Przerobiony Mint (klon klona, wobec klona?), z wymyślnym menu i kompletnie inny zestaw programów.
Każda dystrybucja opiera się albo o podstawową wersję wybranego pulpitu, tak MakuluLinux ma jedynie w swoim rodzaju menu. I może jest to wynikiem dodatku, ale jednak... wyróżnia się na tle innych cinammon lub pulpitów.
Która dystrybucja najbardziej mnie zawiodła?
Odpowiedź: Ubuntu.
Uzasadnienie: Brak jakichkolwiek przesłanek, iż kolejne "nowe" wydanie będzie tym... nowym, rewolucyjnym, ewolucyjnym, podbijającym świat systemem. Kolejne wydania będące jedynie aktualizacją wobec poprzedniej wersji z tym samym pulpitem, Unity7. To nawet gnome-shell, czy KDE Plasma 5 w pewnych aspektach się zmienia. A Ubuntu jakie jest od kilku lat, takie nie zmiennie... się nie zmienia.
Którą dystrybucja wybrałbym dla początkującego użytkownika?
Odpowiedź: Linux Mint... (czy ktoś zna lepszą?) lub Ubuntu z zainstalowanym cinnamon.
Uzasadnienie: Mint, mimo iż to Ubuntu, to jednak posiada elementy własne, które mają uprościć system i prosty program do instalacji, czy kasowania programów/elementów systemu, jak i też aktualizacji pokazuje, iż jeśli chcieć to móc stworzyć coś prostego. Cinnamon w swojej prostocie sprawdza się naprawdę dobrze. No i nikt nikogo nie ogranicza jakimiś wizjami skopiowania pulpitu z innego systemu.
Która dystrybucja dla zaawansowanych?
Odpowiedź: ... (brak?), coś z rodziny BSD, choć to nie dystrybucje.
Uzasadnienie: Obecnie praktycznie wszystkie dystrybucje, czy to dla zaawansowanych, jak gentoo, albo arch mają swoje odpowiedniki z działającym pulpitem, graficznym instalatorem, oraz bazą programów, które pojawią się po zalogowaniu na nowo zainstalowanych system. I z tego powodu, brak odpowiedzi na to pytanie.
Pulpit, który mnie zaskoczył?
Odpowiedź: Cinnamon.
Uzasadnienie: Obecnie, to naprawdę zacny kawałek kodu. Możliwość instalacji dodatków z internetu, co pozwala rozszerzać funkcjonalność wyprzedzają Unity7 o, jeśli nie dekadę, to za pewne kilka lat.
Pulpit, który mnie zawiódł (swoim tokiem rozwoju, czy tempem wprowadzania zamian)?
Odpowiedź: KDE Plasma 5 (nikt się nie spodziewał, co?)
Uzasadnienie: Kompletny zastój w głównych aspektach, czy trzonie pulpitu. Brak znaczącego nakreślenia kierunku. Testując od dłuższego czasu rozwojowe wersje KDE Plasma 5, odnoszę wrażenie, że poszczególne wersje to jedynie poprawki, i drobne zmiany, czy modyfikacje. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej, przez praktycznie większość czasu mamy ten sam pulpit, mimo nowych wersji. A to co nowe, w wielu przypadkach nie zostanie albo użyte, albo zauważone, lub po prostu zostało dodane w ramach głosu społeczności, czy pewnego nadrabiania zaległości.
I wiem, że pojawią się osoby, które się z tym typem nie zgodzą, ale ja uważam, iż obecnie KDE Plasma 5 przypomina trochę Unity7, choć w dużo mniejszym stopniu. Niby coś się tam dzieje, ale efekt marny. Ponieważ mało mnie obchodzi przystosowanie do wayland, oraz jakiś nie chwyta mnie globalne menu. A gdzie naprawdę znaczące zmiany, które odczuje normalny i nie zagłębiający się w sprawy techniczne użytkownik?
Najbardziej "olana" dystrybucja?
Odpowiedź: Mageia.
Uzasadnienie: Mageia na distrowatch na rok 2016 jest wyprzedzone przez: zorinos, czy deepin. Nawet nie plasuje się w pierwszej 10, ale zaraz za nią. Gdyby ustawić (na dzień 21.01.2017) dane z ostatnich 30 dni, to mageia wyprzedza nawet ReactOS, plasując się na początku 3-ciej dziesiątki. A przecież jest to pełnoprawna dystrybucja, z żyjącą i działającą społecznością. Ale i tak, nowe wydania, czy choćby informacje o tej dystrybucji jakby giną w czeluści internetu, gdzieś tam, albo po prostu się nie pojawiają. Najlepsze jest to, iż Mint, doczekał się dystrybucji opartych na siebie, ale znaleźć dystrybucję opartą o Mageia... ktoś zna? ktoś widział?
Co mnie "rozbawiło"?
Odpowiedź: zbiórka twórców connochaetOS.
Uzasadnienie: Po ogłoszeniu zbiórki funduszy na dalszy rozwój i utrzymanie dystrybucji zebrali... 16 euro, czyli około 70 zł. Wolę sobie nie obrażać jaki był pułap zbiórki, 6000 euro?
Dla porównania, elive (Debian + Enlightenment) w wersji 3.0, aby mogło się pojawić całkiem za darmo do pobrania, zbiera pieniądze (ilość wpłat wyniosła na dzień dzisiejszy 770 euro - to ponad 3000 zł.), a pułap został ustanowiony na 15 tyś. euro (czyli ponad 65.000 zł.). Nie są to małe pieniądze, mimo iż to debian, z pulpitem Enlightenment, ale jednak zbiórka przebiega w jakiś sposób sprawniej.
Czym się nie przejąłem?
Odpowiedź: Pinguy os - umiera.
Uzasadnienie: No właśnie... nie przejąłem się tym.
Czym się zainteresowałem lub co zwróciło moją uwagę?
Odpowiedź: pulpit Lumina.
Uzasadnienie: Nowości w systemie linux są zawsze mile widziane. Choć wolał bym zobaczyć nową wersję np. xfce, albo dużo szybszy i efektywniejszy rozwój lxqt, niż kolejny pomysł na pulpit. Do tego pomysł nie do końca, i w wielu miejscach mający niedociągnięcia. Projekt twórców systemu trueOS (dawniej PC-BSD), nie przejawia jakiś genialnych wizji, czy nie wytycza nowej drogi ku przyszłości, to jednak zamysł pisania czegoś własnego, co będzie działać na dwóch różnych systemach, może chwycić. Czy lumina przetrwa próbę czasu i szybkiego rozwoju? O tym przekonamy się za rok, góra dwa lata.
Oczywiście są to moje uzasadnienia i typy... :)
Która dystrybucja mnie najbardziej zaskoczyła?
Odpowiedź: MakuluLinux.
Uzasadnienie: Przerobiony Mint (klon klona, wobec klona?), z wymyślnym menu i kompletnie inny zestaw programów.
Każda dystrybucja opiera się albo o podstawową wersję wybranego pulpitu, tak MakuluLinux ma jedynie w swoim rodzaju menu. I może jest to wynikiem dodatku, ale jednak... wyróżnia się na tle innych cinammon lub pulpitów.
Która dystrybucja najbardziej mnie zawiodła?
Odpowiedź: Ubuntu.
Uzasadnienie: Brak jakichkolwiek przesłanek, iż kolejne "nowe" wydanie będzie tym... nowym, rewolucyjnym, ewolucyjnym, podbijającym świat systemem. Kolejne wydania będące jedynie aktualizacją wobec poprzedniej wersji z tym samym pulpitem, Unity7. To nawet gnome-shell, czy KDE Plasma 5 w pewnych aspektach się zmienia. A Ubuntu jakie jest od kilku lat, takie nie zmiennie... się nie zmienia.
Którą dystrybucja wybrałbym dla początkującego użytkownika?
Odpowiedź: Linux Mint... (czy ktoś zna lepszą?) lub Ubuntu z zainstalowanym cinnamon.
Uzasadnienie: Mint, mimo iż to Ubuntu, to jednak posiada elementy własne, które mają uprościć system i prosty program do instalacji, czy kasowania programów/elementów systemu, jak i też aktualizacji pokazuje, iż jeśli chcieć to móc stworzyć coś prostego. Cinnamon w swojej prostocie sprawdza się naprawdę dobrze. No i nikt nikogo nie ogranicza jakimiś wizjami skopiowania pulpitu z innego systemu.
Która dystrybucja dla zaawansowanych?
Odpowiedź: ... (brak?), coś z rodziny BSD, choć to nie dystrybucje.
Uzasadnienie: Obecnie praktycznie wszystkie dystrybucje, czy to dla zaawansowanych, jak gentoo, albo arch mają swoje odpowiedniki z działającym pulpitem, graficznym instalatorem, oraz bazą programów, które pojawią się po zalogowaniu na nowo zainstalowanych system. I z tego powodu, brak odpowiedzi na to pytanie.
Pulpit, który mnie zaskoczył?
Odpowiedź: Cinnamon.
Uzasadnienie: Obecnie, to naprawdę zacny kawałek kodu. Możliwość instalacji dodatków z internetu, co pozwala rozszerzać funkcjonalność wyprzedzają Unity7 o, jeśli nie dekadę, to za pewne kilka lat.
Pulpit, który mnie zawiódł (swoim tokiem rozwoju, czy tempem wprowadzania zamian)?
Odpowiedź: KDE Plasma 5 (nikt się nie spodziewał, co?)
Uzasadnienie: Kompletny zastój w głównych aspektach, czy trzonie pulpitu. Brak znaczącego nakreślenia kierunku. Testując od dłuższego czasu rozwojowe wersje KDE Plasma 5, odnoszę wrażenie, że poszczególne wersje to jedynie poprawki, i drobne zmiany, czy modyfikacje. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej, przez praktycznie większość czasu mamy ten sam pulpit, mimo nowych wersji. A to co nowe, w wielu przypadkach nie zostanie albo użyte, albo zauważone, lub po prostu zostało dodane w ramach głosu społeczności, czy pewnego nadrabiania zaległości.
I wiem, że pojawią się osoby, które się z tym typem nie zgodzą, ale ja uważam, iż obecnie KDE Plasma 5 przypomina trochę Unity7, choć w dużo mniejszym stopniu. Niby coś się tam dzieje, ale efekt marny. Ponieważ mało mnie obchodzi przystosowanie do wayland, oraz jakiś nie chwyta mnie globalne menu. A gdzie naprawdę znaczące zmiany, które odczuje normalny i nie zagłębiający się w sprawy techniczne użytkownik?
Najbardziej "olana" dystrybucja?
Odpowiedź: Mageia.
Uzasadnienie: Mageia na distrowatch na rok 2016 jest wyprzedzone przez: zorinos, czy deepin. Nawet nie plasuje się w pierwszej 10, ale zaraz za nią. Gdyby ustawić (na dzień 21.01.2017) dane z ostatnich 30 dni, to mageia wyprzedza nawet ReactOS, plasując się na początku 3-ciej dziesiątki. A przecież jest to pełnoprawna dystrybucja, z żyjącą i działającą społecznością. Ale i tak, nowe wydania, czy choćby informacje o tej dystrybucji jakby giną w czeluści internetu, gdzieś tam, albo po prostu się nie pojawiają. Najlepsze jest to, iż Mint, doczekał się dystrybucji opartych na siebie, ale znaleźć dystrybucję opartą o Mageia... ktoś zna? ktoś widział?
Co mnie "rozbawiło"?
Odpowiedź: zbiórka twórców connochaetOS.
Uzasadnienie: Po ogłoszeniu zbiórki funduszy na dalszy rozwój i utrzymanie dystrybucji zebrali... 16 euro, czyli około 70 zł. Wolę sobie nie obrażać jaki był pułap zbiórki, 6000 euro?
Dla porównania, elive (Debian + Enlightenment) w wersji 3.0, aby mogło się pojawić całkiem za darmo do pobrania, zbiera pieniądze (ilość wpłat wyniosła na dzień dzisiejszy 770 euro - to ponad 3000 zł.), a pułap został ustanowiony na 15 tyś. euro (czyli ponad 65.000 zł.). Nie są to małe pieniądze, mimo iż to debian, z pulpitem Enlightenment, ale jednak zbiórka przebiega w jakiś sposób sprawniej.
Czym się nie przejąłem?
Odpowiedź: Pinguy os - umiera.
Uzasadnienie: No właśnie... nie przejąłem się tym.
Czym się zainteresowałem lub co zwróciło moją uwagę?
Odpowiedź: pulpit Lumina.
Uzasadnienie: Nowości w systemie linux są zawsze mile widziane. Choć wolał bym zobaczyć nową wersję np. xfce, albo dużo szybszy i efektywniejszy rozwój lxqt, niż kolejny pomysł na pulpit. Do tego pomysł nie do końca, i w wielu miejscach mający niedociągnięcia. Projekt twórców systemu trueOS (dawniej PC-BSD), nie przejawia jakiś genialnych wizji, czy nie wytycza nowej drogi ku przyszłości, to jednak zamysł pisania czegoś własnego, co będzie działać na dwóch różnych systemach, może chwycić. Czy lumina przetrwa próbę czasu i szybkiego rozwoju? O tym przekonamy się za rok, góra dwa lata.
Oczywiście są to moje uzasadnienia i typy... :)
środa, 18 stycznia 2017
Pinguy OS umiera?
Ostatni wpis na stronie tej dystrybucji świadczy o tym, iż dystrybucja nie będzie rozwijana, a wręcz umarła (źródło).
Pierwszym mankamentem jest fakt istnienia w gąszczu innych klonów Ubuntu, czy Debiana.
Drugą bolączką tej dystrybucji jest fakt, że od początku nie przypadła mi do gustu, będąc wręcz zaśmieconą przez programy (w 2011 roku), czy inne elementy, które się duplikowały.
Obecnie, wydanie oparte o Ubuntu 14.04.4, ograniczyło ilość elementów, ale nie zienia to faktu, iż dystrybucja ta nie wydaje się w żadnym przypadku lepsza.
Powód jest oczywisty: nic nowego.
Pinguy OS nie reprezentuje żadnej innowacji, a jedynie wykorzystane zostało to, co ekosystem linux posiada.
Także wybór pulpitu nie zachwyca, ponieważ gnome-shell w wersji starej, po prostu ma problemy, także docker, czy gnome-do, to raczej nic co by przyspieszało działanie.
W dobie Mint-a, kubuntu, czy innych wersji Ubuntu, czy Debiana, Pinguy OS nie prezentuje się zachwycająco. Co więcej, większość twórców innych klonów/dystrybucji wybiera Debiana, a nie Ubuntu w wersji LTS. Ponieważ w przypadku Debiana, zawsze pozostaje wytłumaczenie iż priorytetem to stabilności działania, wobec przestarzałych wersji. W przypadku Ubuntu LTS trzeba liczyć się z tym, iż co 2 lata trzeba będzie wykonać nową wersję. Ale jak napisałem, Pinguy OS nie posiada niczego własnego, co oznacza iż nowa wersja nie przyniesie nic nowego, niczego od siebie. Brakuje czegoś, co by przyciągało użytkownika, a tego (moim zdaniem) brak.
Czy ktokolwiek zapłacze nad Pinguy OS?
Myślę, że będzie to nie wiele osób.
Pierwszym mankamentem jest fakt istnienia w gąszczu innych klonów Ubuntu, czy Debiana.
Drugą bolączką tej dystrybucji jest fakt, że od początku nie przypadła mi do gustu, będąc wręcz zaśmieconą przez programy (w 2011 roku), czy inne elementy, które się duplikowały.
Obecnie, wydanie oparte o Ubuntu 14.04.4, ograniczyło ilość elementów, ale nie zienia to faktu, iż dystrybucja ta nie wydaje się w żadnym przypadku lepsza.
Powód jest oczywisty: nic nowego.
Pinguy OS nie reprezentuje żadnej innowacji, a jedynie wykorzystane zostało to, co ekosystem linux posiada.
Także wybór pulpitu nie zachwyca, ponieważ gnome-shell w wersji starej, po prostu ma problemy, także docker, czy gnome-do, to raczej nic co by przyspieszało działanie.
W dobie Mint-a, kubuntu, czy innych wersji Ubuntu, czy Debiana, Pinguy OS nie prezentuje się zachwycająco. Co więcej, większość twórców innych klonów/dystrybucji wybiera Debiana, a nie Ubuntu w wersji LTS. Ponieważ w przypadku Debiana, zawsze pozostaje wytłumaczenie iż priorytetem to stabilności działania, wobec przestarzałych wersji. W przypadku Ubuntu LTS trzeba liczyć się z tym, iż co 2 lata trzeba będzie wykonać nową wersję. Ale jak napisałem, Pinguy OS nie posiada niczego własnego, co oznacza iż nowa wersja nie przyniesie nic nowego, niczego od siebie. Brakuje czegoś, co by przyciągało użytkownika, a tego (moim zdaniem) brak.
Czy ktokolwiek zapłacze nad Pinguy OS?
Myślę, że będzie to nie wiele osób.
poniedziałek, 16 stycznia 2017
netrunner - najlepsza dystrybucja?
Kiedy mówi się o systemie linux, czy dystrybucjach wymienia się Minta, Ubuntu, opensuse, Fedorę, czy inne dystrybucje godne uwagi.
Ale dla mnie żadna z powyższych, "wielkich", dystrybucji nie jest dobra.
Powód jest oczywisty: wymaga znajomość systemy linux, lub danego programu do instalacji pakietów. Mint ze swoim programem do aktualizacji, czy instalacji jest prosty, ale zmusza do tego, aby użyć tych programów, nawet jeśli nie zna się systemu.
Dlaczego netrunner?
To proste, posiada wszystko, aby działać i to bez instalowania, czy zagłębiania w elementy pulpitu, czy systemu.
Oczywiście, są i podobne netrunner, ale jedynie ta i chyba jedynie ta dystrybucja pozwala w pełni komukolwiek pokazać zalety systemu linux.
Jak?
Bez instalowania czegokolwiek uruchomisz film, posłuchasz mp3-jki, czy zajrzysz do pamięci USB (system uruchamiany z DVD). I możesz stwierdzić, że to nic, że każda dystrybucja posiada takowe kodeki, aby wszystko grało i dało się oglądać. Tak, to prawda, ale jedynie netrunner ma to wmontowane. Oznacza to, iż nie muszę niczego instalować, kiedy uruchamiam system z karty pamięci, aby sobie film obejrzeć u kogoś, kto ma laptopa, czy komputer na Windows 10 i jest z tego zadowolony.
Netrunner działa w oparciu o KDE Plasma 5, więc nie ma problemu z ogarnięciem się w temacie pulpitu.
I to własnie powyższe wymienione przez mnie zalety sprawiają, że jeśli mam u kogoś uruchomić system linux to wolę aby to był netrunner, który w razie potrzeby uruchomi mi zdjęcia, filmiki z wesela, czy innej imprezy, które są na dysku, czy pozwoli mi, bez instalowania czegokolwiek uruchomić muzykę, bo taką będę miał ochotę. Nie muszę tłumaczyć komuś, co robię, po prostu to działa. Tak samo z filmem, czy innymi materiałami filmowymi, gdzie nie muszę pytać kogoś o hasło do sieci (jeśli mam taką możliwość, a co jeśli nie mam?) i pobierać pakiety, mówiąc: jeszcze chwila i będzie działać, jeszcze trochę. Nie. W netrunner po prostu to działa.
I może dla wielu to żadna zaleta, ale kiedy nie masz internetu, a chcesz zabłysnąć w towarzystwie i uruchomić coś z dysku co jest multimedialne, netrunner praktycznie cię nie zawiedzie.
I nie chodzi o to, aby robić reklamę tej dystrybucji, bo to moja własna ocena, czy moje zdanie. Nie trzeba się z nim zgadzać. Ale nie jeden raz, netrunner pokazał, iż pewne możliwości jakie posiada, kiedy nie ma internetu... są ponad inne elementy, czy zalety prostoty, czy łatwości.
Ale dla mnie żadna z powyższych, "wielkich", dystrybucji nie jest dobra.
Powód jest oczywisty: wymaga znajomość systemy linux, lub danego programu do instalacji pakietów. Mint ze swoim programem do aktualizacji, czy instalacji jest prosty, ale zmusza do tego, aby użyć tych programów, nawet jeśli nie zna się systemu.
Dlaczego netrunner?
To proste, posiada wszystko, aby działać i to bez instalowania, czy zagłębiania w elementy pulpitu, czy systemu.
Oczywiście, są i podobne netrunner, ale jedynie ta i chyba jedynie ta dystrybucja pozwala w pełni komukolwiek pokazać zalety systemu linux.
Jak?
Bez instalowania czegokolwiek uruchomisz film, posłuchasz mp3-jki, czy zajrzysz do pamięci USB (system uruchamiany z DVD). I możesz stwierdzić, że to nic, że każda dystrybucja posiada takowe kodeki, aby wszystko grało i dało się oglądać. Tak, to prawda, ale jedynie netrunner ma to wmontowane. Oznacza to, iż nie muszę niczego instalować, kiedy uruchamiam system z karty pamięci, aby sobie film obejrzeć u kogoś, kto ma laptopa, czy komputer na Windows 10 i jest z tego zadowolony.
Netrunner działa w oparciu o KDE Plasma 5, więc nie ma problemu z ogarnięciem się w temacie pulpitu.
I to własnie powyższe wymienione przez mnie zalety sprawiają, że jeśli mam u kogoś uruchomić system linux to wolę aby to był netrunner, który w razie potrzeby uruchomi mi zdjęcia, filmiki z wesela, czy innej imprezy, które są na dysku, czy pozwoli mi, bez instalowania czegokolwiek uruchomić muzykę, bo taką będę miał ochotę. Nie muszę tłumaczyć komuś, co robię, po prostu to działa. Tak samo z filmem, czy innymi materiałami filmowymi, gdzie nie muszę pytać kogoś o hasło do sieci (jeśli mam taką możliwość, a co jeśli nie mam?) i pobierać pakiety, mówiąc: jeszcze chwila i będzie działać, jeszcze trochę. Nie. W netrunner po prostu to działa.
I może dla wielu to żadna zaleta, ale kiedy nie masz internetu, a chcesz zabłysnąć w towarzystwie i uruchomić coś z dysku co jest multimedialne, netrunner praktycznie cię nie zawiedzie.
I nie chodzi o to, aby robić reklamę tej dystrybucji, bo to moja własna ocena, czy moje zdanie. Nie trzeba się z nim zgadzać. Ale nie jeden raz, netrunner pokazał, iż pewne możliwości jakie posiada, kiedy nie ma internetu... są ponad inne elementy, czy zalety prostoty, czy łatwości.
error libharfbuzz.so.0 (..., Fedora, Arch linux, ...)
16.01.2017
Błąd zauważyłem najpierw w systemie Fedora 26 (rawhide), obecnie także w Arch linux.
Uznaję więc, że problem nie jest jednostkowy, ale ogólny.
Chodzi o błąd pliku libharfbuzz.so.0, który znajduje się w pakiecie harfbuzz.
Błąd pojawia się, kiedy dokona się aktualizacji powyższego pakietu z wersji 1.3.x, do 1.4.x.
Błąd powoduje, iż np. w Fedorze (26) nie uruchamia się pulpit, ani nic graficznego.
W Arch linux zaś instalacja jądra nie udaje się. Co mogę uznać, iż raczej pojawi się podobny problem z w systemie od Red Hat - brak działającego graficznego trybu.
W przypadku Arch linux rozwiązanie jest proste.
Wynajdujemy w katalogu
Teraz zaznaczamy, aby pacman nie próbował aktualizować powyższych pakietów - edytujemy plik:
W przypadku Fedory, sytuacja jest trochę trudniejsza, jeśli nie posiadamy innego działającego systemu niż Fedora, i mamy uruchomione kasowanie wcześniejszych elementów systemu.
Uruchamiamy jakąkolwiek dystrybucję live, z pamięci, czy dvd, i korzystając z poniższych linków pobieramy pakiety (napis na środku nad tabelą), są to pakiety dla starszej wersji systemu:
harfbuzz
32 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/i386/h/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.i686.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.x86_64.html
harfbuzz-icu
32 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.i686.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.x86_64.html
Nie wiem dlaczego, ale system (w moim przypadku Fedora 26) potrzebuje też pakietów libharfbuzz, dlatego też go podaję, choć to wersja na system opensuse, nie kolidowało to podczas instalacji:
32 bit (i586) >> https://rpmfind.net/linux/RPM/opensuse/updates/13.2/i586/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.i586.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/opensuse/updates/13.2/x86_64/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.x86_64.html
Instalacja, dla pakietów na system 64 bit (a pakiety zostały pobrane bezpośrednio do folderu domowego):
Aby system nie zainstalowałem nam nowszych wersji wprowadzamy do pliku -
Dzięki powyższym zabiegom, Arch nie ma problemu z aktualizacją (instalacją) jądra systemu, a system fedora normalnie się uruchamia w trybie graficznym.
Ps.
Oczywiście powyższe rozwiązanie podziałały u mnie, nie daje gwarancji iż i u ciebie powyższe rozwiązanie zadziała/podziała.
Błąd zauważyłem najpierw w systemie Fedora 26 (rawhide), obecnie także w Arch linux.
Uznaję więc, że problem nie jest jednostkowy, ale ogólny.
Chodzi o błąd pliku libharfbuzz.so.0, który znajduje się w pakiecie harfbuzz.
Błąd pojawia się, kiedy dokona się aktualizacji powyższego pakietu z wersji 1.3.x, do 1.4.x.
Błąd powoduje, iż np. w Fedorze (26) nie uruchamia się pulpit, ani nic graficznego.
W Arch linux zaś instalacja jądra nie udaje się. Co mogę uznać, iż raczej pojawi się podobny problem z w systemie od Red Hat - brak działającego graficznego trybu.
W przypadku Arch linux rozwiązanie jest proste.
Wynajdujemy w katalogu
/var/cache/pacman/pkg/ pliki harfbuzz, oraz harfbuzz-icu, dla systemu 64 bit, lib32-harfbuzz, i przywracamy wcześniejszą wersję, przy pomocy pacman-a:sudo pacman -U /var/cache/pacman/pkg/harfbuzz-1.3.4-1-x86_64.pkg.tar.xz /var/cache/pacman/pkg/harfbuzz-icu-1.3.4-1-x86_64.pkg.tar.xz
posiadacze systemów 64 bit, którzy mają zainstalowane wine wykonują jeszcze polecenie:sudo pacman -U /var/cache/pacman/pkg/lib32-harfbuzz-1.3.1-2-x86_64.pkg.tar.xz
Teraz zaznaczamy, aby pacman nie próbował aktualizować powyższych pakietów - edytujemy plik:
/etc/pacman.conf
i w sekcji: IgnorePkg którą odznaczamy (kasujemy # na początku frazy), a za znakiem = wpisujmy nazwy powyższych pakietów, które przywróciliśmy:IgnorePkg = harfbuzz harfbuzz-icu lib32-harfbuzz
W przypadku Fedory, sytuacja jest trochę trudniejsza, jeśli nie posiadamy innego działającego systemu niż Fedora, i mamy uruchomione kasowanie wcześniejszych elementów systemu.
Uruchamiamy jakąkolwiek dystrybucję live, z pamięci, czy dvd, i korzystając z poniższych linków pobieramy pakiety (napis na środku nad tabelą), są to pakiety dla starszej wersji systemu:
harfbuzz
32 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/i386/h/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.i686.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.x86_64.html
harfbuzz-icu
32 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.i686.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.x86_64.html
Nie wiem dlaczego, ale system (w moim przypadku Fedora 26) potrzebuje też pakietów libharfbuzz, dlatego też go podaję, choć to wersja na system opensuse, nie kolidowało to podczas instalacji:
32 bit (i586) >> https://rpmfind.net/linux/RPM/opensuse/updates/13.2/i586/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.i586.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/opensuse/updates/13.2/x86_64/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.x86_64.html
Instalacja, dla pakietów na system 64 bit (a pakiety zostały pobrane bezpośrednio do folderu domowego):
sudo rpm -ihv --force ~/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.x86_64.rpm ~/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.x86_64.rpm ~/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.x86_64.rpm
Aby system nie zainstalowałem nam nowszych wersji wprowadzamy do pliku -
/etc/dnf/dnf.conf
exclude=libharfbuzz0 harfbuzz harfbuzz-icu
Po zapisaniu, aktualizacja nie będzie uwzględniać "psujących" elementów.Dzięki powyższym zabiegom, Arch nie ma problemu z aktualizacją (instalacją) jądra systemu, a system fedora normalnie się uruchamia w trybie graficznym.
Ps.
Oczywiście powyższe rozwiązanie podziałały u mnie, nie daje gwarancji iż i u ciebie powyższe rozwiązanie zadziała/podziała.
niedziela, 15 stycznia 2017
unity8 8.15 (Ubuntu 17.04) - 10.01.2017
Warto wiedzieć, iż mir ma pewne problemy, ale mimo wszystko radzi sobie do pewnego stopnia dobrze z aplikacjami napisanymi pod qt. Problem jednak w tym, iż qupzilla w starej wersji uruchamia się na unity8, ale już nowe wydanie 2.0 już tego nie potrafi.
Internet - bezpiecznie, anonimowo, bez śledzenia (tails, kodachi... i inne)
Każda osoba, która korzysta z systemu Windows zdaje sobie sprawę z tego, iż zatwierdzając zapisy prawne w regulaminie, godzi się na przesyłanie informacji do Microsoftu, jak i też pozwala na to, aby firma w razie potrzeby... po przeskanowaniu/analizowaniu danych na komputerze - wyłączyła to co w nim nie działa prawidłowo lub nielegalnie.
Jeśli mi nie wierzysz, przeczytał dokładnie regulamin użytkowania systemu Windows.
W przypadku systemu linux jedynie kto śledzi nasze poczynania to: programy rejestrujące uruchamianie systemu (generując logi, które pomagają w przypadku problemów z uruchamianiem systemu, lub innych przypadłościach elementów w laptopie, czy komputerze), jak i programy, które "pomagają" nam odnaleźć się w przeszłości.
Tak, w systemie linux pod przykrywką, jakby tego nie nazwać, inwigiluje się użytkownika i to za przyzwoleniem użytkownika.
Jedyny plus jest taki, że poza komputerem/laptopem, nigdzie te dane nie są umieszczane. Chyba, że ktoś ma wirusa lub inny złośliwy kod w swoim systemie.
Ale co z inwigilacją w internecie?
Tutaj na systemie Windows jak i Linux mamy: przeglądarka Tor, lub wtyczki do przeglądarek.
Ale jest inne rozwiązanie, i to dość proste w swoim zamyśle.
System linux z powodu swojej konstrukcji pozwala na... stworzenie takiej dystrybucji, aby można było być w internecie anonimowym.
Oczywiście, większość takich dystrybucji korzysta z dobrodziejstw sieci Tor, ale ma tą zaletę i przewagę nad innymi dystrybucjami, iż są stworzone jedynie... do bycia anonimowym w internecie.
Pewną wadą, choć i zaletą jest to, iż żadna dystrybucja nie pozwala się zainstalować w normalny sposób na dysku. Jak i też jest ich... niewiele. Dystrybucje te można uruchomić jedynie z nośnika lub pamięci USB (zalecane), a po przejrzeniu co się miało obejrzeć/przeczytać itp. wyłączamy dystrybucję, wyciągamy nośnik lub kartę pamięci, i żyjemy dalej bez żadnych problemów.
Jak napisałem, jest to wada, ponieważ nie ma się wpływu na aktualizację, czy elementy systemu. Brak możliwości instalacji to także brak elementu zjednoczenia się wokół danej dystrybucji. Bo jest ona trochę jak prezerwatywa: kiedy potrzebna - korzystam, kiedy skończyłem - wyłączam (wyrzucam).
Dla wielu jednak największą zaletą jest fakt, iż większość rządów, firm, marek, czy korporacji jak Google, czy Facebook, albo instytucje państwowe lub ministerstwa danych rządów dostają kopa w tyłek, ponieważ namierzyć się takiej osoby praktycznie nie da. Choć jest to zawsze do pewnego stopnia możliwe, choć bardzo trudne.
Tails
https://tails.boum.org/
Dystrybucja oparta o system Debian w wersji stabilnej.
Finansowana przez zespół mający pieczę nad projektem Tor.
Wadą dystrybucji jest to, iż oparta została o stabilną wersję systemu Debian. Oznacza to, iż wiele elementów w odniesieniu do obecnego stanu rzeczy jest, delikatnie mówiąc, przestarzała lub leciwa.
Wadą też mogę uznać za fakt, iż dystrybucja posiada program biurowy, programy multimedialne, czy kompletnie nikomu nie potrzebne programy graficzne np. Scribus, czy Gimp.
Jeśli dystrybucji nie można zainstalować na dysku, to po co komu program libreoffice (biurowy), czy program do słuchania muzyki?
Dystrybucji bez tych dodatków była by dużo "lżejsza".
Warto też dodać, że dystrybucja wykorzystuje pulpit gnome-shell w wersji light. Co już moim zdaniem, nie jest dobrym wyborem, i w moim odczuciu zaliczam to jako wadę.
kodachi3
https://www.digi77.com/linux-kodachi/
Kolejna dystrybucja oparta o Debian, w wersji stabilnej.
W przypadku kodachi mamy do czynienia z pulpitem xfce, który jest lżejszy od gnome-shell (lite) w Tails. Dystrybucja jednak w dużo większym stopniu pozwala na działanie, czy ustawienie swojej anonimowości. Informacje wyświetlane na pulpicie jasno pokazują nam nasze IP, czy inne dane które mogą choć nie muszą być przydane. Dystrybucja nie ukrywa swoich niby hakerskich zapędów (tapety), ale tak naprawdę działa w oparciu o sieć Tor, choć uruchamia vpn. W jakim stopniu vpn działa, a na ile to zasługa sieci Tor?
Na stronie dystrybucji można zobaczyć porównanie, w czym kodachi jest lepsze od Tails. Czy tak jest naprawdę? Każdy sam musi się o tym przekonać.
Ważne, iż dystrybucja spełnia swoją rolę, i pozwala być anonimowym w internecie (do pewnego stopnia).
Pozostałe, czyli inne dystrybucje jakie można znaleźć pozwalające być anonimowym:
liberte (nierozwijana)
Ostatnia wersja dystrybucji to 2012 rok. Dystrybucja oparta o gentoo.
IprediaOS (???)
Wygląda na to, iż dystrybucja oparta o system Fedora. Wpis na FB został opublikowany w 2013 roku, ale obraz .iso do pobrania posiada datę 2016. W sumie to trudno rokować, czy to rozwijana, czy porzucona dystrybucja.
jotosl (JonDonym) (zarzucona)
System oparty o Debiana. Zarzucono przygotowywanie kolejnych obrazów płyty - ostatni obraz.
Jak można zauważyć, dystrybucji oferujących anonimowość w internecie jest... niewiele, mimo iż można byłoby spodziewać się, iż będzie ich znacznie, znacznie więcej patrząc na to, ile jest klonów Ubuntu, czy Debiana.
Taki stan rzeczy to wynik tego, że mało która firma chce wspierać taki system. Mało też która osoba będzie chciała wesprzeć taką dystrybucję, jeśli wszystkie działania finansowe są w dużej mierze jawne. A anonimowość, to anonimowość.
Jeśli mi nie wierzysz, przeczytał dokładnie regulamin użytkowania systemu Windows.
W przypadku systemu linux jedynie kto śledzi nasze poczynania to: programy rejestrujące uruchamianie systemu (generując logi, które pomagają w przypadku problemów z uruchamianiem systemu, lub innych przypadłościach elementów w laptopie, czy komputerze), jak i programy, które "pomagają" nam odnaleźć się w przeszłości.
Tak, w systemie linux pod przykrywką, jakby tego nie nazwać, inwigiluje się użytkownika i to za przyzwoleniem użytkownika.
Jedyny plus jest taki, że poza komputerem/laptopem, nigdzie te dane nie są umieszczane. Chyba, że ktoś ma wirusa lub inny złośliwy kod w swoim systemie.
Ale co z inwigilacją w internecie?
Tutaj na systemie Windows jak i Linux mamy: przeglądarka Tor, lub wtyczki do przeglądarek.
Ale jest inne rozwiązanie, i to dość proste w swoim zamyśle.
System linux z powodu swojej konstrukcji pozwala na... stworzenie takiej dystrybucji, aby można było być w internecie anonimowym.
Oczywiście, większość takich dystrybucji korzysta z dobrodziejstw sieci Tor, ale ma tą zaletę i przewagę nad innymi dystrybucjami, iż są stworzone jedynie... do bycia anonimowym w internecie.
Pewną wadą, choć i zaletą jest to, iż żadna dystrybucja nie pozwala się zainstalować w normalny sposób na dysku. Jak i też jest ich... niewiele. Dystrybucje te można uruchomić jedynie z nośnika lub pamięci USB (zalecane), a po przejrzeniu co się miało obejrzeć/przeczytać itp. wyłączamy dystrybucję, wyciągamy nośnik lub kartę pamięci, i żyjemy dalej bez żadnych problemów.
Jak napisałem, jest to wada, ponieważ nie ma się wpływu na aktualizację, czy elementy systemu. Brak możliwości instalacji to także brak elementu zjednoczenia się wokół danej dystrybucji. Bo jest ona trochę jak prezerwatywa: kiedy potrzebna - korzystam, kiedy skończyłem - wyłączam (wyrzucam).
Dla wielu jednak największą zaletą jest fakt, iż większość rządów, firm, marek, czy korporacji jak Google, czy Facebook, albo instytucje państwowe lub ministerstwa danych rządów dostają kopa w tyłek, ponieważ namierzyć się takiej osoby praktycznie nie da. Choć jest to zawsze do pewnego stopnia możliwe, choć bardzo trudne.
Tails
https://tails.boum.org/
Dystrybucja oparta o system Debian w wersji stabilnej.
Finansowana przez zespół mający pieczę nad projektem Tor.
Wadą dystrybucji jest to, iż oparta została o stabilną wersję systemu Debian. Oznacza to, iż wiele elementów w odniesieniu do obecnego stanu rzeczy jest, delikatnie mówiąc, przestarzała lub leciwa.
Wadą też mogę uznać za fakt, iż dystrybucja posiada program biurowy, programy multimedialne, czy kompletnie nikomu nie potrzebne programy graficzne np. Scribus, czy Gimp.
Jeśli dystrybucji nie można zainstalować na dysku, to po co komu program libreoffice (biurowy), czy program do słuchania muzyki?
Dystrybucji bez tych dodatków była by dużo "lżejsza".
Warto też dodać, że dystrybucja wykorzystuje pulpit gnome-shell w wersji light. Co już moim zdaniem, nie jest dobrym wyborem, i w moim odczuciu zaliczam to jako wadę.
kodachi3
https://www.digi77.com/linux-kodachi/
Kolejna dystrybucja oparta o Debian, w wersji stabilnej.
W przypadku kodachi mamy do czynienia z pulpitem xfce, który jest lżejszy od gnome-shell (lite) w Tails. Dystrybucja jednak w dużo większym stopniu pozwala na działanie, czy ustawienie swojej anonimowości. Informacje wyświetlane na pulpicie jasno pokazują nam nasze IP, czy inne dane które mogą choć nie muszą być przydane. Dystrybucja nie ukrywa swoich niby hakerskich zapędów (tapety), ale tak naprawdę działa w oparciu o sieć Tor, choć uruchamia vpn. W jakim stopniu vpn działa, a na ile to zasługa sieci Tor?
Na stronie dystrybucji można zobaczyć porównanie, w czym kodachi jest lepsze od Tails. Czy tak jest naprawdę? Każdy sam musi się o tym przekonać.
Ważne, iż dystrybucja spełnia swoją rolę, i pozwala być anonimowym w internecie (do pewnego stopnia).
Pozostałe, czyli inne dystrybucje jakie można znaleźć pozwalające być anonimowym:
liberte (nierozwijana)
Ostatnia wersja dystrybucji to 2012 rok. Dystrybucja oparta o gentoo.
IprediaOS (???)
Wygląda na to, iż dystrybucja oparta o system Fedora. Wpis na FB został opublikowany w 2013 roku, ale obraz .iso do pobrania posiada datę 2016. W sumie to trudno rokować, czy to rozwijana, czy porzucona dystrybucja.
jotosl (JonDonym) (zarzucona)
System oparty o Debiana. Zarzucono przygotowywanie kolejnych obrazów płyty - ostatni obraz.
Jak można zauważyć, dystrybucji oferujących anonimowość w internecie jest... niewiele, mimo iż można byłoby spodziewać się, iż będzie ich znacznie, znacznie więcej patrząc na to, ile jest klonów Ubuntu, czy Debiana.
Taki stan rzeczy to wynik tego, że mało która firma chce wspierać taki system. Mało też która osoba będzie chciała wesprzeć taką dystrybucję, jeśli wszystkie działania finansowe są w dużej mierze jawne. A anonimowość, to anonimowość.
czwartek, 5 stycznia 2017
Linux i rok 2020
Odyseja kosmiczna, tak mogę nazwać system linux. Albo, nie kończąca się opowieść.
Linux się zmienia... Ale czy na pewno?
Pulpit, tak zmienia się. Programy, tak są poprawiane, psute, otrzymują nowe opcje, czy funkcje, ale cały trzon systemu linux... Naprawdę się zmienia?
Windows przyzwyczaił ludzi do systemu, który może i się nienawidzi, ale jeśli nowa wersja nam się nie podoba, to pozostajemy przy starej, używanej, i jest dobrze.
Niby z system linux jest podobnie. Prawda?
Otóż nie.
Wersje z długim wsparciem wobec wersji aktualnych daleko odbiegają od bycia na czasie.
I nie warto patrzeć na przeglądarki internetowe, ponieważ one BĘDĄ aktualizowane, ponieważ... każda aktualizacja przynosi poprawę bezpieczeństwa. A więc, samo przez siebie, oznacza to, że nowa wersja pojawi się w wersji LTS. Ale za to inne elementy systemu będą stare. Czy komuś to przeszkadza? Nie. Bo wszystko działa.
To trochę tak, jakby zapytać się: czy gra z roku 2014 jest lepsza od gry z 2018 roku? Niby tyko 4 lata, ale jednak, różnicę się pojawią. Jeśli by mówić jedynie o różnicach.
Oczywiście, każdy wybiera co mu pasuje, ale jednak, trzeba mieć świadomość swojego wyboru.
Piszę to, ponieważ linux to linux. Wyświechtana fraza, ale nadal aktualna.
Każda dystrybucja to inne podejście do użytkownika, oraz inna społeczność.
Cały czas zadziwia mnie społeczność Minta, ponieważ udowodniłem, że nie trzeba pobierać i instalować od podstaw Linux Mint, aby posiadać cinnamon. I nie potrzeba wiele, aby z Linux Mint zrobić aktualne Ubuntu, tylko z pulpitem cinammon.
Fedora to oczywiście specyficzna społeczność, która dziwi się użytkownikom Ubuntu, czy innych dystrybucji: Dlaczego nie korzysta z ich fantastycznej dystrybucji?
Widocznie jest ku temu powód, np. brak wyrazistości, brak widocznego zorganizowania społeczności wokół Fedory.
Tak naprawdę zadaje sobie pytanie, czy w Polsce są użytkownicy openSuse? Wiem, że się pojawią jacyś, ale czy jest ich znacząca grupa. Wiadomo, o co mi chodzi?
I czytając ten wpis, pomyślisz sobie: Po co ja to czytam?
A ja się zastanawiam: Po co ja to piszę?
Może dlatego, że linux jako system jest ewenementem. Nowinką, iskierką w gąszczu ciemności.
I czy linux zdobędzie znaczącą część rynku?
Szczerze?
Nie.
Nie, ponieważ nie jest reprezentatywny. Nie ma jednej, mocno i natarczywie reklamowanej dystrybucji, w która jednoczyła by wszystkich programistów na świecie.
Rozdrobienie na drobne dystrybucje sprawia, że użytkownik innego systemu woli wybrać starszą wersję Windows-a, niż bawić się w testy, czy coś działa, czy nie, a jak to działa, a jak to się obsługuje, co i jak się nazywa.
To trochę tak jak z nauką nowego języka obcego. Niby jest frajda, ale tak naprawdę to męczarnia powtarzania słówek, zdań, poznawania fraz, odmian itp. Niby to fajne, ale... Nie wiadomo, po co to komu, kiedy nigdy dana osoba nie pojedzie do danego kraju.
Linux się zmienia... Ale czy na pewno?
Pulpit, tak zmienia się. Programy, tak są poprawiane, psute, otrzymują nowe opcje, czy funkcje, ale cały trzon systemu linux... Naprawdę się zmienia?
Windows przyzwyczaił ludzi do systemu, który może i się nienawidzi, ale jeśli nowa wersja nam się nie podoba, to pozostajemy przy starej, używanej, i jest dobrze.
Niby z system linux jest podobnie. Prawda?
Otóż nie.
Wersje z długim wsparciem wobec wersji aktualnych daleko odbiegają od bycia na czasie.
I nie warto patrzeć na przeglądarki internetowe, ponieważ one BĘDĄ aktualizowane, ponieważ... każda aktualizacja przynosi poprawę bezpieczeństwa. A więc, samo przez siebie, oznacza to, że nowa wersja pojawi się w wersji LTS. Ale za to inne elementy systemu będą stare. Czy komuś to przeszkadza? Nie. Bo wszystko działa.
To trochę tak, jakby zapytać się: czy gra z roku 2014 jest lepsza od gry z 2018 roku? Niby tyko 4 lata, ale jednak, różnicę się pojawią. Jeśli by mówić jedynie o różnicach.
Oczywiście, każdy wybiera co mu pasuje, ale jednak, trzeba mieć świadomość swojego wyboru.
Piszę to, ponieważ linux to linux. Wyświechtana fraza, ale nadal aktualna.
Każda dystrybucja to inne podejście do użytkownika, oraz inna społeczność.
Cały czas zadziwia mnie społeczność Minta, ponieważ udowodniłem, że nie trzeba pobierać i instalować od podstaw Linux Mint, aby posiadać cinnamon. I nie potrzeba wiele, aby z Linux Mint zrobić aktualne Ubuntu, tylko z pulpitem cinammon.
Fedora to oczywiście specyficzna społeczność, która dziwi się użytkownikom Ubuntu, czy innych dystrybucji: Dlaczego nie korzysta z ich fantastycznej dystrybucji?
Widocznie jest ku temu powód, np. brak wyrazistości, brak widocznego zorganizowania społeczności wokół Fedory.
Tak naprawdę zadaje sobie pytanie, czy w Polsce są użytkownicy openSuse? Wiem, że się pojawią jacyś, ale czy jest ich znacząca grupa. Wiadomo, o co mi chodzi?
I czytając ten wpis, pomyślisz sobie: Po co ja to czytam?
A ja się zastanawiam: Po co ja to piszę?
Może dlatego, że linux jako system jest ewenementem. Nowinką, iskierką w gąszczu ciemności.
I czy linux zdobędzie znaczącą część rynku?
Szczerze?
Nie.
Nie, ponieważ nie jest reprezentatywny. Nie ma jednej, mocno i natarczywie reklamowanej dystrybucji, w która jednoczyła by wszystkich programistów na świecie.
Rozdrobienie na drobne dystrybucje sprawia, że użytkownik innego systemu woli wybrać starszą wersję Windows-a, niż bawić się w testy, czy coś działa, czy nie, a jak to działa, a jak to się obsługuje, co i jak się nazywa.
To trochę tak jak z nauką nowego języka obcego. Niby jest frajda, ale tak naprawdę to męczarnia powtarzania słówek, zdań, poznawania fraz, odmian itp. Niby to fajne, ale... Nie wiadomo, po co to komu, kiedy nigdy dana osoba nie pojedzie do danego kraju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)