czwartek, 5 stycznia 2017

Linux i rok 2020

Odyseja kosmiczna, tak mogę nazwać system linux. Albo, nie kończąca się opowieść.

Linux się zmienia... Ale czy na pewno?
Pulpit, tak zmienia się. Programy, tak są poprawiane, psute, otrzymują nowe opcje, czy funkcje, ale cały trzon systemu linux... Naprawdę się zmienia?

Windows przyzwyczaił ludzi do systemu, który może i się nienawidzi, ale jeśli nowa wersja nam się nie podoba, to pozostajemy przy starej, używanej, i jest dobrze.
Niby z system linux jest podobnie. Prawda?
Otóż nie.
Wersje z długim wsparciem wobec wersji aktualnych daleko odbiegają od bycia na czasie.
I nie warto patrzeć na przeglądarki internetowe, ponieważ one BĘDĄ aktualizowane, ponieważ... każda aktualizacja przynosi poprawę bezpieczeństwa. A więc, samo przez siebie, oznacza to, że nowa wersja pojawi się w wersji LTS. Ale za to inne elementy systemu będą stare. Czy komuś to przeszkadza? Nie. Bo wszystko działa.
To trochę tak, jakby zapytać się: czy gra z roku 2014 jest lepsza od gry z 2018 roku? Niby tyko 4 lata, ale jednak, różnicę się pojawią. Jeśli by mówić jedynie o różnicach.
Oczywiście, każdy wybiera co mu pasuje, ale jednak, trzeba mieć świadomość swojego wyboru.

Piszę to, ponieważ linux to linux. Wyświechtana fraza, ale nadal aktualna.
Każda dystrybucja to inne podejście do użytkownika, oraz inna społeczność.
Cały czas zadziwia mnie społeczność Minta, ponieważ udowodniłem, że nie trzeba pobierać i instalować od podstaw Linux Mint, aby posiadać cinnamon. I nie potrzeba wiele, aby z Linux Mint zrobić aktualne Ubuntu, tylko z pulpitem cinammon.
Fedora to oczywiście specyficzna społeczność, która dziwi się użytkownikom Ubuntu, czy innych dystrybucji: Dlaczego nie korzysta z ich fantastycznej dystrybucji?
Widocznie jest ku temu powód, np. brak wyrazistości, brak widocznego zorganizowania społeczności wokół Fedory.
Tak naprawdę zadaje sobie pytanie, czy w Polsce są użytkownicy openSuse? Wiem, że się pojawią jacyś, ale czy jest ich znacząca grupa. Wiadomo, o co mi chodzi?

I czytając ten wpis, pomyślisz sobie: Po co ja to czytam?
A ja się zastanawiam: Po co ja to piszę?

Może dlatego, że linux jako system jest ewenementem. Nowinką, iskierką w gąszczu ciemności.
I czy linux zdobędzie znaczącą część rynku?
Szczerze?
Nie.
Nie, ponieważ nie jest reprezentatywny. Nie ma jednej, mocno i natarczywie reklamowanej dystrybucji, w która jednoczyła by wszystkich programistów na świecie.
Rozdrobienie na drobne dystrybucje sprawia, że użytkownik innego systemu woli wybrać starszą wersję Windows-a, niż bawić się w testy, czy coś działa, czy nie, a jak to działa, a jak to się obsługuje, co i jak się nazywa.
To trochę tak jak z nauką nowego języka obcego. Niby jest frajda, ale tak naprawdę to męczarnia powtarzania słówek, zdań, poznawania fraz, odmian itp. Niby to fajne, ale... Nie wiadomo, po co to komu, kiedy nigdy dana osoba nie pojedzie do danego kraju.

1 komentarz: