Każda osoba, która korzysta z systemu Windows zdaje sobie sprawę z tego, iż zatwierdzając zapisy prawne w regulaminie, godzi się na przesyłanie informacji do Microsoftu, jak i też pozwala na to, aby firma w razie potrzeby... po przeskanowaniu/analizowaniu danych na komputerze - wyłączyła to co w nim nie działa prawidłowo lub nielegalnie.
Jeśli mi nie wierzysz, przeczytał dokładnie regulamin użytkowania systemu Windows.
W przypadku systemu linux jedynie kto śledzi nasze poczynania to: programy rejestrujące uruchamianie systemu (generując logi, które pomagają w przypadku problemów z uruchamianiem systemu, lub innych przypadłościach elementów w laptopie, czy komputerze), jak i programy, które "pomagają" nam odnaleźć się w przeszłości.
Tak, w systemie linux pod przykrywką, jakby tego nie nazwać, inwigiluje się użytkownika i to za przyzwoleniem użytkownika.
Jedyny plus jest taki, że poza komputerem/laptopem, nigdzie te dane nie są umieszczane. Chyba, że ktoś ma wirusa lub inny złośliwy kod w swoim systemie.
Ale co z inwigilacją w internecie?
Tutaj na systemie Windows jak i Linux mamy: przeglądarka Tor, lub wtyczki do przeglądarek.
Ale jest inne rozwiązanie, i to dość proste w swoim zamyśle.
System linux z powodu swojej konstrukcji pozwala na... stworzenie takiej dystrybucji, aby można było być w internecie anonimowym.
Oczywiście, większość takich dystrybucji korzysta z dobrodziejstw sieci Tor, ale ma tą zaletę i przewagę nad innymi dystrybucjami, iż są stworzone jedynie... do bycia anonimowym w internecie.
Pewną wadą, choć i zaletą jest to, iż żadna dystrybucja nie pozwala się zainstalować w normalny sposób na dysku. Jak i też jest ich... niewiele. Dystrybucje te można uruchomić jedynie z nośnika lub pamięci USB (zalecane), a po przejrzeniu co się miało obejrzeć/przeczytać itp. wyłączamy dystrybucję, wyciągamy nośnik lub kartę pamięci, i żyjemy dalej bez żadnych problemów.
Jak napisałem, jest to wada, ponieważ nie ma się wpływu na aktualizację, czy elementy systemu. Brak możliwości instalacji to także brak elementu zjednoczenia się wokół danej dystrybucji. Bo jest ona trochę jak prezerwatywa: kiedy potrzebna - korzystam, kiedy skończyłem - wyłączam (wyrzucam).
Dla wielu jednak największą zaletą jest fakt, iż większość rządów, firm, marek, czy korporacji jak Google, czy Facebook, albo instytucje państwowe lub ministerstwa danych rządów dostają kopa w tyłek, ponieważ namierzyć się takiej osoby praktycznie nie da. Choć jest to zawsze do pewnego stopnia możliwe, choć bardzo trudne.
Tails
https://tails.boum.org/
Dystrybucja oparta o system Debian w wersji stabilnej.
Finansowana przez zespół mający pieczę nad projektem Tor.
Wadą dystrybucji jest to, iż oparta została o stabilną wersję systemu Debian. Oznacza to, iż wiele elementów w odniesieniu do obecnego stanu rzeczy jest, delikatnie mówiąc, przestarzała lub leciwa.
Wadą też mogę uznać za fakt, iż dystrybucja posiada program biurowy, programy multimedialne, czy kompletnie nikomu nie potrzebne programy graficzne np. Scribus, czy Gimp.
Jeśli dystrybucji nie można zainstalować na dysku, to po co komu program libreoffice (biurowy), czy program do słuchania muzyki?
Dystrybucji bez tych dodatków była by dużo "lżejsza".
Warto też dodać, że dystrybucja wykorzystuje pulpit gnome-shell w wersji light. Co już moim zdaniem, nie jest dobrym wyborem, i w moim odczuciu zaliczam to jako wadę.
kodachi3
https://www.digi77.com/linux-kodachi/
Kolejna dystrybucja oparta o Debian, w wersji stabilnej.
W przypadku kodachi mamy do czynienia z pulpitem xfce, który jest lżejszy od gnome-shell (lite) w Tails. Dystrybucja jednak w dużo większym stopniu pozwala na działanie, czy ustawienie swojej anonimowości. Informacje wyświetlane na pulpicie jasno pokazują nam nasze IP, czy inne dane które mogą choć nie muszą być przydane. Dystrybucja nie ukrywa swoich niby hakerskich zapędów (tapety), ale tak naprawdę działa w oparciu o sieć Tor, choć uruchamia vpn. W jakim stopniu vpn działa, a na ile to zasługa sieci Tor?
Na stronie dystrybucji można zobaczyć porównanie, w czym kodachi jest lepsze od Tails. Czy tak jest naprawdę? Każdy sam musi się o tym przekonać.
Ważne, iż dystrybucja spełnia swoją rolę, i pozwala być anonimowym w internecie (do pewnego stopnia).
Pozostałe, czyli inne dystrybucje jakie można znaleźć pozwalające być anonimowym:
liberte (nierozwijana)
Ostatnia wersja dystrybucji to 2012 rok. Dystrybucja oparta o gentoo.
IprediaOS (???)
Wygląda na to, iż dystrybucja oparta o system Fedora. Wpis na FB został opublikowany w 2013 roku, ale obraz .iso do pobrania posiada datę 2016. W sumie to trudno rokować, czy to rozwijana, czy porzucona dystrybucja.
jotosl (JonDonym) (zarzucona)
System oparty o Debiana. Zarzucono przygotowywanie kolejnych obrazów płyty - ostatni obraz.
Jak można zauważyć, dystrybucji oferujących anonimowość w internecie jest... niewiele, mimo iż można byłoby spodziewać się, iż będzie ich znacznie, znacznie więcej patrząc na to, ile jest klonów Ubuntu, czy Debiana.
Taki stan rzeczy to wynik tego, że mało która firma chce wspierać taki system. Mało też która osoba będzie chciała wesprzeć taką dystrybucję, jeśli wszystkie działania finansowe są w dużej mierze jawne. A anonimowość, to anonimowość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz