O systemie linux, jego meandrach, czeluściach, zakamarkach, i pulpitach (KDE Plasma 5, Unity8, Xfce, Lxde, Lxqt, Cinnamon), itd. itp.
sobota, 31 grudnia 2016
Fedora Rawhide - jądro (kernel) 4.10
Czy to pomogło dystrybucji od Red Hat?
Jedynie to, że jako chyba pierwsza wdrożyła wczesną wersję do systemu. A że to wersja rozwojowa, to inna strona medalu.
ps.
Canonical nie odważyło się na takie próby, ale posiada możliwość instalacji jądra 4.10-rc1 w swoim Ubuntu.
czwartek, 29 grudnia 2016
Zarabianie w internecie - alternatywa dla adsense.
Zapewne zastanawiasz się, co tu robisz?
Albo google zablokowało ci konto adsense, albo szukasz sposobu na zarabianie na swoim blogu.
Pierwsza kwestia: google pozwala na umieszczanie reklam innych sieci na blogspot/blogger:

Ale, ale... nie napalaj się tak.
Wiesz jak działa sieć reklamowa?
Wiesz, dlaczego Google przoduje w reklamach?
Wiesz, że wejścia na bloga/stronę nie wystarczą?
Zacznijmy od działania.
Sieć reklamowa Google ma tą przewagę, że firma działa na całym świecie. To pozwala jej zbierać informacje z praktycznie wszystkich krajów.
Oznacza to, że w Polsce pojawią się reklamy firm i podmiotów polskich, w Anglii, angielskie, a w Nigerii, nigeryjskie.
Wszystko opiera się o system zbierania informacji.
To dlatego wyszukiwarka Google pokazuje baner odnośnie ustawień w tym temacie. Ponieważ odnosi się to także do reklam.
Cały system reklamowy Google opiera się o wyświetlenia, oraz kliknięcia. Ale, aby to miało sens reklama musi być ukierunkowana. Czyli, jeśli mieszkasz we Francji, ale jesteś Polakiem i przeglądasz internet z ustawieniem języka polskiego, to Google wyświetli ci reklamy... w języku francuskim. Dlaczego? Ponieważ Google odczytuje twoje IP. To wg. tych danych, oraz masy innych stara się pokazać takie reklamy jakie mogą cię zainteresować. Bo na tym zarabia google. Google nie zarabia na ilości obejrzanych reklam, ale na... kliknięciach.
I teraz najważniejsze: stawki reklamowe ustalone są wg. kraju z jakiego pochodzi klikający. Nie wiem, czy to zrozumiałeś? Jeśli taki Polak, mieszkający we Francji kliknie w reklamę, to zostanie ci naliczona stawka... Francuzka, a nie Polska. Ponieważ reklama była i pochodziła od firmy mieszczącej się we Francji, reklama Francuzka, a więc i stawka wg. Francji.
To jest właśnie ta różnica, między zachodem, czy USA, a Polską.
To też tłumaczy, dlaczego tyle samo wyświetleń filmiku - youtube - na kanale Polskim to dużo niższe zarobki, niż w przypadku filmu, wyświetlonego mniejszą ilość razy, ale np. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, czy USA, a zarobki wyższe.
Ponieważ stawki są ustalane wg. danego kraju, wobec osoby odwiedzającej (blog/strona), czy oglądającej (youtube).
I to dlatego, jeśli posiadasz widownie angielskojęzyczną, lub wchodzącą na bloga, czy stronę, albo kanał youtube z innego kraju niż Polska, twoje zarobki będą dużo wyższe, do tego co generuje widownia rodzima/krajowa.
Przejdźmy do... pieniędzy.
Na rodzimym rynku działa z pewnym sukcesem chyba jedynie: AdKontekst
Nie spotkałem się jeszcze z ich reklamą, mimo iż podają na swoje stronie rozbieżne dane, najpierw że ich udział to 88%, a w innym miejscu że aż 97%. To albo docierają do tylu użytkowników, albo mają taki udział w rynku reklamy w Polsce. Prawda jest taka, że w Polsce rządzi Google, i chyba nie ma osoby, która by o tym nie wiedziała.
Ale i na Polskim rynku można coś znaleźć, aby zarabiać na reklamie.
W przypadku prawdziwego konkurenta adsense, trzeba się odwołać do zachodnich firm.
I wymienię tutaj jedynie kilka, która opierają się na podobnej reklamie co program google, oraz są jakąś alternatywą dla Google.
Oczywiście wykluczam linki, czy inne metody, jak podkreślanie słów kluczy, które odsyłają... Bo chyba nikt nie chce zaśmiecać sobie strony, czy bloga nie potrzebnie wnerwiającymi elementami.
Warto nadmienić, że konkurencja adsense mimo, że jakaś istnieje, to działa głównie na runku Amerykańskim, Wielkiej Brytanii, czy którymś z zachodnich krajów.
Jedynie, chyba adcash deklaruje działanie w ponad 200 krajach.
Trzeba też pamiętać, że dochody z wejść, czy kliknięć nie będą na tym samym poziomie co w adsense. Zasięg Google, oraz działanie na wielu polach pozwala tej firmie obłożyć swoimi reklamami miejsca, o których inny mogę jedynie pomarzyć.
Wystarczy wspomnieć, że awaria wyszukiwarki google sprawiła, że ruch w internecie spadł o ponad połowę obejmując cały świat, a nie tylko jeden kraj, czy kontynent.
O zablokowanie konta adsens nie trudno. Wystarczy, że firma wykryje lub ktoś wykona masowe klikanie w reklamy na blogu, czy stronie, co zawyży dochody z reklam, aby Google po kilku dniach zablokowało konto. To samo tyczy się także youtube, więc warto mieć jakąś alternatywę.
UWAGA: alternatywna sieć reklamowa działa jedynie w oparciu o bloga, ale NIE DZIAŁA na YouTube!! Warto o tym pamiętać.
UWAGA!!
Rejestracja w innej sieci, oznacza iż pozostaniecie w niej do końca życia, chyba iż dana sieć uwzględnia wygaśniecie konta. Żadna z powyższych stron/firm nie pozwala... usunąć konta, a pewne nie pozwalają na usunięcie strony ze systemu.
Warto to mieć na uwagę, zanim zaczniecie zapisywać się w inne miejsce.
Rejestracja w innej sieci, oznacza iż pozostaniecie w niej do końca życia, chyba iż dana sieć uwzględnia wygaśniecie konta. Żadna z powyższych stron/firm nie pozwala... usunąć konta, a pewne nie pozwalają na usunięcie strony ze systemu.
Warto to mieć na uwagę, zanim zaczniecie zapisywać się w inne miejsce.
sobota, 24 grudnia 2016
Linux i jego świat - co nowego w 2017?
Tak się zastanawiam... Co nowego czeka system linux w 2017 roku?
Unity8? Raczej można zapomnieć.
KDE jako coś rewolucyjnego? To raczej odpada.
KDE jako konkurencja dla Unity8 w telefonach? Jaaasne.
Nowe, rewolucyjne gnome? Marzenia.
Zastanawiam się.
I dochodzę do wniosku, że jak rok 2016 obfitował w mało znaczące rzeczy, to czym zaskoczy rok 2017?
Nie każdy sam pomyśli.
Wayland, vulkan, mesa, wine, gry na Steam, jakiś nowy pulpit, program?
Tak myślę i myślę, i nic mi nie przychodzi do głowy.
Mam wrażenie, że rok 2017 będzie podobny do roku 2016. Niestety, ponieważ linux potrzebuje przysłowiowego kopa w tyłek. Nie po to, aby go skarcić, ale ruszył do przodu.
Mnie nurtuje kwestia kart sieciowych z n w systemie linux, ponieważ w Windows działa to ona pełnym gazie, ale w systemie linux jedynie na 50% (porównanie do prędkości 55Mbit/s), kiedy zostanie to poprawione?
To że intel wypiął się na stare karty graficzne, to zdaję sobie sprawę, ale że nikt nie chce przenieść mimo wszystko pełnej gałęzi na opengl 4, jako Windows właśnie już od lat takową obsługę posiadał.
Tak wiem, to kwestie techniczne, ale jednak nurtują mnie powyższe kwestie.
Tak się zastanawiam, czy Canonical wymyśli coś z Ubuntu, i przestarzałym Unity7?
Oby rok 2017 nie był dla systemu linux tym, czy był dla niego rok 2016.
Unity8? Raczej można zapomnieć.
KDE jako coś rewolucyjnego? To raczej odpada.
KDE jako konkurencja dla Unity8 w telefonach? Jaaasne.
Nowe, rewolucyjne gnome? Marzenia.
Zastanawiam się.
I dochodzę do wniosku, że jak rok 2016 obfitował w mało znaczące rzeczy, to czym zaskoczy rok 2017?
Nie każdy sam pomyśli.
Wayland, vulkan, mesa, wine, gry na Steam, jakiś nowy pulpit, program?
Tak myślę i myślę, i nic mi nie przychodzi do głowy.
Mam wrażenie, że rok 2017 będzie podobny do roku 2016. Niestety, ponieważ linux potrzebuje przysłowiowego kopa w tyłek. Nie po to, aby go skarcić, ale ruszył do przodu.
Mnie nurtuje kwestia kart sieciowych z n w systemie linux, ponieważ w Windows działa to ona pełnym gazie, ale w systemie linux jedynie na 50% (porównanie do prędkości 55Mbit/s), kiedy zostanie to poprawione?
To że intel wypiął się na stare karty graficzne, to zdaję sobie sprawę, ale że nikt nie chce przenieść mimo wszystko pełnej gałęzi na opengl 4, jako Windows właśnie już od lat takową obsługę posiadał.
Tak wiem, to kwestie techniczne, ale jednak nurtują mnie powyższe kwestie.
Tak się zastanawiam, czy Canonical wymyśli coś z Ubuntu, i przestarzałym Unity7?
Oby rok 2017 nie był dla systemu linux tym, czy był dla niego rok 2016.
piątek, 23 grudnia 2016
środa, 21 grudnia 2016
o Linux Mint 18.1 Serena
Mint…
Większość już pomyśli, znając tego bloga, że będzie grubo. Oj, będzie… ale nie tak do końca.
Zawsze Linux Mint wzbudzał we mnie mieszane uczucia. Bo niby oparty o Ubuntu, które samo opiera się w pewnej części na Debianie. Szkoda, że Debian na żadnej dystrybucji się nie opiera, ale zostawmy to.
Ale… Jeśli spojrzy się na Linux Mint jako osoba mało obeznana z systemem Linux, to okazuje się, że to zacny system. Naprawdę. Nakładki na elementy systemu są naprawdę proste i nie angażują nikogo to zastanawiania się nad tym, co i jak działa. Bo po jaką ch… „Po co”? Mało chyba kto wie, że nawet synaptic został przerobiony. Zdziwiony? Też byłem. Ale to prawda. W wersji Mint brakuje jednego przycisku. Chodzi o przycisk: zaznacz wszystko do aktualizacji. Ciekawiej się robi, kiedy pojawia się nowsza wersja pakietu i chcemy dokonać aktualizacji. Lipa. Opcja aktualizacji jest… nieaktywna. Albo tak było u mnie. Grubo?
No raczej.
Ale, ale… spokojnie. Tak ma być!!
Nie patrz tak na mnie, ty który, lub która to czytasz.
Ponieważ aktualizację dokonuje się przez inny element w systemie, ziom. Synaptic jest dla idi…w.
Cinnamon.
Twór oparty o API Gnome3. Zacny, ale nie wybitny. Jedyna zaleta, że uruchamiasz Linux Mint i wiesz wszystko, co i gdzie. Naprawdę. Proste, są animacje, odpowiednie opcje. Nie ma lipy. Ten kawałek kodu od twórców Minta jest dość dobry. Jest menu, jest panel na dole ala Windows, czy KDE, jest zegarek, ikonki obok, lista programów w menu… No wszystko jest. Czego chcieć więcej.
Unity7 przy Cinnamon wymięka. Zastanawiałem się: Dlaczego?
I odpowiedź jest prosta jak budowa cepa: Bo nikt ci niczego nie narzuca, abyś zmienił swoje przyzwyczajenia. Unity7 to panel z ikonkami z boku, panel z menu u góry. I te ogromne menu z ikonkami. Do tego wszystko działa, jakby miało zadyszkę (zależnie od laptopa, czy komputera). Nie ważne, że Unity7 jest od kilku lat w Ubuntu, i delikatnie się przejadło i obrzydło, to jednak nadal Canonical pakuje to do kolejnych dystrybucji, zamiast wymyślić coś innego. Unity8… w produkcji. Kiedy się pojawi? Kto to wie? Chyba samo Canonical tego nie wie.
Ale to co wyróżnia Cinnamon to to, że jest przenoszalne. A więc może być użyte w każdej innej dystrybucji. Z Unity7… ktoś widział ten pulpit gdzieś indziej niż w Ubuntu?
Jednak największą bolączką Linux Mint jest… trzymajcie się… starość. I to dosłownie. Powód jest oczywisty, bo Linux Mint opiera się na Ubuntu LTS, a więc… brak nowości, a jedynie poprawki bezpieczeństwa. A więc jest grubo do tego stopnia, że ludzie siedzą na starociach, chyba nawet o tym nie wiedząc. Naprawdę. Bo jak wspomniałem, większość użytkowników systemu Mint, ma w d… co i jak działa w ich systemie. Ma działać. I działa, tylko że jest stare, a to już inna bajka.
Jedyne co pozwala się utrzymać Linux Mint na powierzchni to… społeczność. Ubuntu w tym temacie jest słabe. Aby nie napisać, dnem. Launchpad jest o.k, ale to jedynie paczki, nie ma żadnych aspektów integrujących, czy wspierających np. Unity7. W tym temacie Cinnamon naprawdę błyszczy. Możliwość dodawania elementów z sieci, które stworzyli użytkownicy… szacun.
I nie chce być źle zrozumiany, Linux Mint to nie jest zła dystrybucja. Instalujesz, i korzystasz. To że opiera się na dość przestarzałym jak na świat linux systemie, to inna para kaloszy. Posiada dość wygodne i proste programy, które nie angażują nikogo do poznania swojego systemu, co niektórym odpowiada.
Dystrybucja naprawdę dobra, jeśli zależy ci jedynie na darmowym systemie, z prostym pulpitem, stabilnymi programami.
ps.
Można bez żadnych problemów dokonać aktualizacji do najnowszej wersji Ubuntu, ale jedynie elementy Ubuntu. Ale jednak da się to zrobić. Co to daje? W sumie… nic.
Większość już pomyśli, znając tego bloga, że będzie grubo. Oj, będzie… ale nie tak do końca.
Zawsze Linux Mint wzbudzał we mnie mieszane uczucia. Bo niby oparty o Ubuntu, które samo opiera się w pewnej części na Debianie. Szkoda, że Debian na żadnej dystrybucji się nie opiera, ale zostawmy to.
Ale… Jeśli spojrzy się na Linux Mint jako osoba mało obeznana z systemem Linux, to okazuje się, że to zacny system. Naprawdę. Nakładki na elementy systemu są naprawdę proste i nie angażują nikogo to zastanawiania się nad tym, co i jak działa. Bo po jaką ch… „Po co”? Mało chyba kto wie, że nawet synaptic został przerobiony. Zdziwiony? Też byłem. Ale to prawda. W wersji Mint brakuje jednego przycisku. Chodzi o przycisk: zaznacz wszystko do aktualizacji. Ciekawiej się robi, kiedy pojawia się nowsza wersja pakietu i chcemy dokonać aktualizacji. Lipa. Opcja aktualizacji jest… nieaktywna. Albo tak było u mnie. Grubo?
No raczej.
Ale, ale… spokojnie. Tak ma być!!
Nie patrz tak na mnie, ty który, lub która to czytasz.
Ponieważ aktualizację dokonuje się przez inny element w systemie, ziom. Synaptic jest dla idi…w.
Cinnamon.
Twór oparty o API Gnome3. Zacny, ale nie wybitny. Jedyna zaleta, że uruchamiasz Linux Mint i wiesz wszystko, co i gdzie. Naprawdę. Proste, są animacje, odpowiednie opcje. Nie ma lipy. Ten kawałek kodu od twórców Minta jest dość dobry. Jest menu, jest panel na dole ala Windows, czy KDE, jest zegarek, ikonki obok, lista programów w menu… No wszystko jest. Czego chcieć więcej.
Unity7 przy Cinnamon wymięka. Zastanawiałem się: Dlaczego?
I odpowiedź jest prosta jak budowa cepa: Bo nikt ci niczego nie narzuca, abyś zmienił swoje przyzwyczajenia. Unity7 to panel z ikonkami z boku, panel z menu u góry. I te ogromne menu z ikonkami. Do tego wszystko działa, jakby miało zadyszkę (zależnie od laptopa, czy komputera). Nie ważne, że Unity7 jest od kilku lat w Ubuntu, i delikatnie się przejadło i obrzydło, to jednak nadal Canonical pakuje to do kolejnych dystrybucji, zamiast wymyślić coś innego. Unity8… w produkcji. Kiedy się pojawi? Kto to wie? Chyba samo Canonical tego nie wie.
Ale to co wyróżnia Cinnamon to to, że jest przenoszalne. A więc może być użyte w każdej innej dystrybucji. Z Unity7… ktoś widział ten pulpit gdzieś indziej niż w Ubuntu?
Jednak największą bolączką Linux Mint jest… trzymajcie się… starość. I to dosłownie. Powód jest oczywisty, bo Linux Mint opiera się na Ubuntu LTS, a więc… brak nowości, a jedynie poprawki bezpieczeństwa. A więc jest grubo do tego stopnia, że ludzie siedzą na starociach, chyba nawet o tym nie wiedząc. Naprawdę. Bo jak wspomniałem, większość użytkowników systemu Mint, ma w d… co i jak działa w ich systemie. Ma działać. I działa, tylko że jest stare, a to już inna bajka.
Jedyne co pozwala się utrzymać Linux Mint na powierzchni to… społeczność. Ubuntu w tym temacie jest słabe. Aby nie napisać, dnem. Launchpad jest o.k, ale to jedynie paczki, nie ma żadnych aspektów integrujących, czy wspierających np. Unity7. W tym temacie Cinnamon naprawdę błyszczy. Możliwość dodawania elementów z sieci, które stworzyli użytkownicy… szacun.
I nie chce być źle zrozumiany, Linux Mint to nie jest zła dystrybucja. Instalujesz, i korzystasz. To że opiera się na dość przestarzałym jak na świat linux systemie, to inna para kaloszy. Posiada dość wygodne i proste programy, które nie angażują nikogo do poznania swojego systemu, co niektórym odpowiada.
Dystrybucja naprawdę dobra, jeśli zależy ci jedynie na darmowym systemie, z prostym pulpitem, stabilnymi programami.
ps.
Można bez żadnych problemów dokonać aktualizacji do najnowszej wersji Ubuntu, ale jedynie elementy Ubuntu. Ale jednak da się to zrobić. Co to daje? W sumie… nic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
