wtorek, 31 stycznia 2017

Failed to load R0 module /usr/lib/virtualbox/VMMR0.r0: An unknown (and thus untrusted) group has write access to '/usr'

Rozwiązania podawane w internecie nie działają... a może jedynie u mnie tak się działo.

Na rozwiązanie wpadłem jakoś tak, po prostu. 
W moim przypadku wystarczyło sprawdzić: do jakich grup należą dane katalogi, a przede wszystkim dwa: /usr i /usr/lib - jeśli pierwsza nazwa użytkownika to root, a druga to nazwa użytkownika, wtedy trzeba dokonać zmiany tak, aby katalog systemowy /ust posiadał ustawienie w systemie root root
W tym przypadku przydaje się polecenie: ls -l /
I właściwe ustawienie powinno wyglądać tak:

Jeśli nie wygląda, to wykonuje się polecenie: sudo chown :root /usr

Ale to może nie wystarczyć.
Jeśli tak się stało, iż nadal Virtualbox nie działa, to trzeba nadać /usr/lib (ponieważ tu jest błąd) klasyfikację jako root: sudo chown :root /usr/lib

Po zatwierdzeniu polecenia, wszystko powinno już działać. Bez reinstalacji, czy innej zabawy.
W innych przypadkach... nie jestem wstanie pomóc.

sobota, 21 stycznia 2017

linux - najlepszy - najgorszy - najciekawszy - najnudniejszy - ...

Od kilku dni chodzi mi po głowie myśl, aby stworzyć pewne podsumowanie dystrybucji, czy świata linux. Oczywiście, byłoby to moje zestawienie i większość osób by się ze mną nie zgodziła, ale nie o to w tym chodzi, czy się zgadzać, czy nie. Ponieważ każdy ma inne zapatrywania na system linux, i czego innego ja w nim szukam, a czego innego możesz szukać i ty.

Która dystrybucja mnie najbardziej zaskoczyła?
Odpowiedź: MakuluLinux.
Uzasadnienie: Przerobiony Mint (klon klona, wobec klona?), z wymyślnym menu i kompletnie inny zestaw programów.
Każda dystrybucja opiera się albo o podstawową wersję wybranego pulpitu, tak MakuluLinux ma jedynie w swoim rodzaju menu. I może jest to wynikiem dodatku, ale jednak... wyróżnia się na tle innych cinammon lub pulpitów.

Która dystrybucja najbardziej mnie zawiodła?
Odpowiedź: Ubuntu.
Uzasadnienie: Brak jakichkolwiek przesłanek, iż kolejne "nowe" wydanie będzie tym... nowym, rewolucyjnym, ewolucyjnym, podbijającym świat systemem. Kolejne wydania będące jedynie aktualizacją wobec poprzedniej wersji z tym samym pulpitem, Unity7. To nawet gnome-shell, czy KDE Plasma 5 w pewnych aspektach się zmienia. A Ubuntu jakie jest od kilku lat, takie nie zmiennie... się nie zmienia.

Którą dystrybucja wybrałbym dla początkującego użytkownika?
Odpowiedź: Linux Mint... (czy ktoś zna lepszą?) lub Ubuntu z zainstalowanym cinnamon.
Uzasadnienie: Mint, mimo iż to Ubuntu, to jednak posiada elementy własne, które mają uprościć system i prosty program do instalacji, czy kasowania programów/elementów systemu, jak i też aktualizacji pokazuje, iż jeśli chcieć to móc stworzyć coś prostego. Cinnamon w swojej prostocie sprawdza się naprawdę dobrze. No i nikt nikogo nie ogranicza jakimiś wizjami skopiowania pulpitu z innego systemu.

Która dystrybucja dla zaawansowanych?
Odpowiedź: ... (brak?), coś z rodziny BSD, choć to nie dystrybucje.
Uzasadnienie: Obecnie praktycznie wszystkie dystrybucje, czy to dla zaawansowanych, jak gentoo, albo arch mają swoje odpowiedniki z działającym pulpitem, graficznym instalatorem, oraz bazą programów, które pojawią się po zalogowaniu na nowo zainstalowanych system. I z tego powodu, brak odpowiedzi na to pytanie.

Pulpit, który mnie zaskoczył?
Odpowiedź: Cinnamon.
Uzasadnienie: Obecnie, to naprawdę zacny kawałek kodu. Możliwość instalacji dodatków z internetu, co pozwala rozszerzać funkcjonalność wyprzedzają Unity7 o, jeśli nie dekadę, to za pewne kilka lat.

Pulpit, który mnie zawiódł (swoim tokiem rozwoju, czy tempem wprowadzania zamian)?
Odpowiedź: KDE Plasma 5 (nikt się nie spodziewał, co?)
Uzasadnienie: Kompletny zastój w głównych aspektach, czy trzonie pulpitu. Brak znaczącego nakreślenia kierunku. Testując od dłuższego czasu rozwojowe wersje KDE Plasma 5, odnoszę wrażenie, że poszczególne wersje to jedynie poprawki, i drobne zmiany, czy modyfikacje. Z jednej strony dobrze, ale z drugiej, przez praktycznie większość czasu mamy ten sam pulpit, mimo nowych wersji. A to co nowe, w wielu przypadkach nie zostanie albo użyte, albo zauważone, lub po prostu zostało dodane w ramach głosu społeczności, czy pewnego nadrabiania zaległości.
I wiem, że pojawią się osoby, które się z tym typem nie zgodzą, ale ja uważam, iż obecnie KDE Plasma 5 przypomina trochę Unity7, choć w dużo mniejszym stopniu. Niby coś się tam dzieje, ale efekt marny. Ponieważ mało mnie obchodzi przystosowanie do wayland, oraz jakiś nie chwyta mnie globalne menu. A gdzie naprawdę znaczące zmiany, które odczuje normalny i nie zagłębiający się w sprawy techniczne użytkownik?

Najbardziej "olana" dystrybucja?
Odpowiedź: Mageia.
Uzasadnienie: Mageia na distrowatch na rok 2016 jest wyprzedzone przez: zorinos, czy deepin. Nawet nie plasuje się w pierwszej 10, ale zaraz za nią. Gdyby ustawić (na dzień 21.01.2017) dane z ostatnich 30 dni, to mageia wyprzedza nawet ReactOS, plasując się na początku 3-ciej dziesiątki. A przecież jest to pełnoprawna dystrybucja, z żyjącą i działającą społecznością. Ale i tak, nowe wydania, czy choćby informacje o tej dystrybucji jakby giną w czeluści internetu, gdzieś tam, albo po prostu się nie pojawiają. Najlepsze jest to, iż Mint, doczekał się dystrybucji opartych na siebie, ale znaleźć dystrybucję opartą o Mageia... ktoś zna? ktoś widział?

Co mnie "rozbawiło"?
Odpowiedź: zbiórka twórców connochaetOS.
Uzasadnienie: Po ogłoszeniu zbiórki funduszy na dalszy rozwój i utrzymanie dystrybucji zebrali... 16 euro, czyli około 70 zł. Wolę sobie nie obrażać jaki był pułap zbiórki, 6000 euro?

Dla porównania, elive (Debian + Enlightenment) w wersji 3.0, aby mogło się pojawić całkiem za darmo do pobrania, zbiera pieniądze (ilość wpłat wyniosła na dzień dzisiejszy 770 euro - to ponad 3000 zł.), a pułap został ustanowiony na 15 tyś. euro (czyli ponad 65.000 zł.). Nie są to małe pieniądze, mimo iż to debian, z pulpitem Enlightenment, ale jednak zbiórka przebiega w jakiś sposób sprawniej.

Czym się nie przejąłem?
Odpowiedź: Pinguy os - umiera.
Uzasadnienie: No właśnie... nie przejąłem się tym.

Czym się zainteresowałem lub co zwróciło moją uwagę?
Odpowiedź: pulpit Lumina.
Uzasadnienie: Nowości w systemie linux są zawsze mile widziane. Choć wolał bym zobaczyć nową wersję np. xfce, albo dużo szybszy i efektywniejszy rozwój lxqt, niż kolejny pomysł na pulpit. Do tego pomysł nie do końca, i w wielu miejscach mający niedociągnięcia. Projekt twórców systemu  trueOS (dawniej PC-BSD), nie przejawia jakiś genialnych wizji, czy nie wytycza nowej drogi ku przyszłości, to jednak zamysł pisania czegoś własnego, co będzie działać na dwóch różnych systemach, może chwycić. Czy lumina przetrwa próbę czasu i szybkiego rozwoju? O tym przekonamy się za rok, góra dwa lata.

Oczywiście są to moje uzasadnienia i typy... :)

środa, 18 stycznia 2017

Pinguy OS umiera?

Ostatni wpis na stronie tej dystrybucji świadczy o tym, iż dystrybucja nie będzie rozwijana, a wręcz umarła (źródło).

Pierwszym mankamentem jest fakt istnienia w gąszczu innych klonów Ubuntu, czy Debiana.
Drugą bolączką tej dystrybucji jest fakt, że od początku nie przypadła mi do gustu, będąc wręcz zaśmieconą przez programy (w 2011 roku), czy inne elementy, które się duplikowały.

Obecnie, wydanie oparte o Ubuntu 14.04.4, ograniczyło ilość elementów, ale nie zienia to faktu, iż dystrybucja ta nie wydaje się w żadnym przypadku lepsza.
Powód jest oczywisty: nic nowego.
Pinguy OS nie reprezentuje żadnej innowacji, a jedynie wykorzystane zostało to, co ekosystem linux posiada.
Także wybór pulpitu nie zachwyca, ponieważ gnome-shell w wersji starej, po prostu ma problemy, także docker, czy gnome-do, to raczej nic co by przyspieszało działanie.
W dobie Mint-a, kubuntu, czy innych wersji Ubuntu, czy Debiana, Pinguy OS nie prezentuje się zachwycająco. Co więcej, większość twórców innych klonów/dystrybucji wybiera Debiana, a nie Ubuntu w wersji LTS. Ponieważ w przypadku Debiana, zawsze pozostaje wytłumaczenie iż priorytetem to stabilności działania, wobec przestarzałych wersji. W przypadku Ubuntu LTS trzeba liczyć się z tym, iż co 2 lata trzeba będzie wykonać nową wersję. Ale jak napisałem, Pinguy OS nie posiada niczego własnego, co oznacza iż nowa wersja nie przyniesie nic nowego, niczego od siebie. Brakuje czegoś, co by przyciągało użytkownika, a tego (moim zdaniem) brak.

Czy ktokolwiek zapłacze nad Pinguy OS?
Myślę, że będzie to nie wiele osób.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

netrunner - najlepsza dystrybucja?

Kiedy mówi się o systemie linux, czy dystrybucjach wymienia się Minta, Ubuntu, opensuse, Fedorę, czy inne dystrybucje godne uwagi.
Ale dla mnie żadna z powyższych, "wielkich", dystrybucji nie jest dobra.
Powód jest oczywisty: wymaga znajomość systemy linux, lub danego programu do instalacji pakietów. Mint ze swoim programem do aktualizacji, czy instalacji jest prosty, ale zmusza do tego, aby użyć tych programów, nawet jeśli nie zna się systemu.

Dlaczego netrunner?
To proste, posiada wszystko, aby działać i to bez instalowania, czy zagłębiania w elementy pulpitu, czy systemu.
Oczywiście, są i podobne netrunner, ale jedynie ta i chyba jedynie ta dystrybucja pozwala w pełni komukolwiek pokazać zalety systemu linux.
Jak?
Bez instalowania czegokolwiek uruchomisz film, posłuchasz mp3-jki, czy zajrzysz do pamięci USB (system uruchamiany z DVD). I możesz stwierdzić, że to nic, że każda dystrybucja posiada takowe kodeki, aby wszystko grało i dało się oglądać. Tak, to prawda, ale jedynie netrunner ma to wmontowane. Oznacza to, iż nie muszę niczego instalować, kiedy uruchamiam system z karty pamięci, aby sobie film obejrzeć u kogoś, kto ma laptopa, czy komputer na Windows 10 i jest z tego zadowolony.
Netrunner działa w oparciu o KDE Plasma 5, więc nie ma problemu z ogarnięciem się w temacie pulpitu.
I to własnie powyższe wymienione przez mnie zalety sprawiają, że jeśli mam u kogoś uruchomić system linux to wolę aby to był netrunner, który w razie potrzeby uruchomi mi zdjęcia, filmiki z wesela, czy innej imprezy, które są na dysku, czy pozwoli mi, bez instalowania czegokolwiek uruchomić muzykę, bo taką będę miał ochotę. Nie muszę tłumaczyć komuś, co robię, po prostu to działa. Tak samo z filmem, czy innymi materiałami filmowymi, gdzie nie muszę pytać kogoś o hasło do sieci (jeśli mam taką możliwość, a co jeśli nie mam?) i pobierać pakiety, mówiąc: jeszcze chwila i będzie działać, jeszcze trochę. Nie. W netrunner po prostu to działa.
I może dla wielu to żadna zaleta, ale kiedy nie masz internetu, a chcesz zabłysnąć w towarzystwie i uruchomić coś z dysku co jest multimedialne, netrunner praktycznie cię nie zawiedzie.


I nie chodzi o to, aby robić reklamę tej dystrybucji, bo to moja własna ocena, czy moje zdanie. Nie trzeba się z nim zgadzać. Ale nie jeden raz, netrunner pokazał, iż pewne możliwości jakie posiada, kiedy nie ma internetu... są ponad inne elementy, czy zalety prostoty, czy łatwości.

error libharfbuzz.so.0 (..., Fedora, Arch linux, ...)

16.01.2017

Błąd zauważyłem najpierw w systemie Fedora 26 (rawhide), obecnie także w Arch linux.
Uznaję więc, że problem nie jest jednostkowy, ale ogólny.

Chodzi o błąd pliku libharfbuzz.so.0, który znajduje się w pakiecie harfbuzz.
Błąd pojawia się, kiedy dokona się aktualizacji powyższego pakietu z wersji 1.3.x, do 1.4.x.

Błąd powoduje, iż np. w Fedorze (26) nie uruchamia się pulpit, ani nic graficznego.
W Arch linux zaś instalacja jądra nie udaje się. Co mogę uznać, iż raczej pojawi się podobny problem z w systemie od Red Hat - brak działającego graficznego trybu.

W przypadku Arch linux rozwiązanie jest proste.
Wynajdujemy w katalogu /var/cache/pacman/pkg/ pliki harfbuzz, oraz harfbuzz-icu, dla systemu 64 bit, lib32-harfbuzz, i przywracamy wcześniejszą wersję, przy pomocy pacman-a:
sudo pacman -U /var/cache/pacman/pkg/harfbuzz-1.3.4-1-x86_64.pkg.tar.xz /var/cache/pacman/pkg/harfbuzz-icu-1.3.4-1-x86_64.pkg.tar.xz posiadacze systemów 64 bit, którzy mają zainstalowane wine wykonują jeszcze polecenie:
sudo pacman -U /var/cache/pacman/pkg/lib32-harfbuzz-1.3.1-2-x86_64.pkg.tar.xz
Teraz zaznaczamy, aby pacman nie próbował aktualizować powyższych pakietów - edytujemy plik:
/etc/pacman.conf i w sekcji: IgnorePkg którą odznaczamy (kasujemy # na początku frazy), a za znakiem = wpisujmy nazwy powyższych pakietów, które przywróciliśmy:
IgnorePkg   = harfbuzz harfbuzz-icu lib32-harfbuzz

W przypadku Fedory, sytuacja jest trochę trudniejsza, jeśli nie posiadamy innego działającego systemu niż Fedora, i mamy uruchomione kasowanie wcześniejszych elementów systemu.
Uruchamiamy jakąkolwiek dystrybucję live, z pamięci, czy dvd, i korzystając z poniższych linków pobieramy pakiety (napis na środku nad tabelą), są to pakiety dla starszej wersji systemu:


harfbuzz
32 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/i386/h/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.i686.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.x86_64.html

harfbuzz-icu
32 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.i686.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/fedora/25/x86_64/h/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.x86_64.html

Nie wiem dlaczego, ale system (w moim przypadku Fedora 26) potrzebuje też pakietów libharfbuzz, dlatego też go podaję, choć to wersja na system opensuse, nie kolidowało to podczas instalacji:
32 bit (i586) >> https://rpmfind.net/linux/RPM/opensuse/updates/13.2/i586/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.i586.html
64 bit >> https://rpmfind.net/linux/RPM/opensuse/updates/13.2/x86_64/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.x86_64.html

Instalacja, dla pakietów na system 64 bit (a pakiety zostały pobrane bezpośrednio do folderu domowego):
sudo rpm -ihv --force ~/libharfbuzz0-1.3.3-2.6.1.x86_64.rpm ~/harfbuzz-1.3.2-1.fc25.x86_64.rpm ~/harfbuzz-icu-1.3.2-1.fc25.x86_64.rpm

Aby system nie zainstalowałem nam nowszych wersji wprowadzamy do pliku - /etc/dnf/dnf.conf exclude=libharfbuzz0 harfbuzz harfbuzz-icu Po zapisaniu, aktualizacja nie będzie uwzględniać "psujących" elementów.

Dzięki powyższym zabiegom, Arch nie ma problemu z aktualizacją (instalacją) jądra systemu, a system fedora normalnie się uruchamia w trybie graficznym.

Ps.
Oczywiście powyższe rozwiązanie podziałały u mnie, nie daje gwarancji iż i u ciebie powyższe rozwiązanie zadziała/podziała.

niedziela, 15 stycznia 2017

unity8 8.15 (Ubuntu 17.04) - 10.01.2017



Warto wiedzieć, iż mir ma pewne problemy, ale mimo wszystko radzi sobie do pewnego stopnia dobrze z aplikacjami napisanymi pod qt. Problem jednak w tym, iż qupzilla w starej wersji uruchamia się na unity8, ale już nowe wydanie 2.0 już tego nie potrafi.

Internet - bezpiecznie, anonimowo, bez śledzenia (tails, kodachi... i inne)

Każda osoba, która korzysta z systemu Windows zdaje sobie sprawę z tego, iż zatwierdzając zapisy prawne w regulaminie, godzi się na przesyłanie informacji do Microsoftu, jak i też pozwala na to, aby firma w razie potrzeby... po przeskanowaniu/analizowaniu danych na komputerze - wyłączyła to co w nim nie działa prawidłowo lub nielegalnie.
Jeśli mi nie wierzysz, przeczytał dokładnie regulamin użytkowania systemu Windows.

W przypadku systemu linux jedynie kto śledzi nasze poczynania to: programy rejestrujące uruchamianie systemu (generując logi, które pomagają w przypadku problemów z uruchamianiem systemu, lub innych przypadłościach elementów w laptopie, czy komputerze), jak i programy, które "pomagają" nam odnaleźć się w przeszłości.
Tak, w systemie linux pod przykrywką, jakby tego nie nazwać, inwigiluje się użytkownika i to za przyzwoleniem użytkownika.
Jedyny plus jest taki, że poza komputerem/laptopem, nigdzie te dane nie są umieszczane. Chyba, że ktoś ma wirusa lub inny złośliwy kod w swoim systemie.

Ale co z inwigilacją w internecie?
Tutaj na systemie Windows jak i Linux mamy: przeglądarka Tor, lub wtyczki do przeglądarek.

Ale jest inne rozwiązanie, i to dość proste w swoim zamyśle.
System linux z powodu swojej konstrukcji pozwala na... stworzenie takiej dystrybucji, aby można było być w internecie anonimowym.
Oczywiście, większość takich dystrybucji korzysta z dobrodziejstw sieci Tor, ale ma tą zaletę i przewagę nad innymi dystrybucjami, iż są stworzone jedynie... do bycia anonimowym w internecie.
Pewną wadą, choć i zaletą jest to, iż żadna dystrybucja nie pozwala się zainstalować w normalny sposób na dysku. Jak i też jest ich... niewiele. Dystrybucje te można uruchomić jedynie z nośnika lub pamięci USB (zalecane), a po przejrzeniu co się miało obejrzeć/przeczytać itp. wyłączamy dystrybucję, wyciągamy nośnik lub kartę pamięci, i żyjemy dalej bez żadnych problemów.
Jak napisałem, jest to wada, ponieważ nie ma się wpływu na aktualizację, czy elementy systemu. Brak możliwości instalacji to także brak elementu zjednoczenia się wokół danej dystrybucji. Bo jest ona trochę jak prezerwatywa: kiedy potrzebna - korzystam, kiedy skończyłem - wyłączam (wyrzucam).
Dla wielu jednak największą zaletą jest fakt, iż większość rządów, firm, marek, czy korporacji jak Google, czy Facebook, albo instytucje państwowe lub ministerstwa danych rządów dostają kopa w tyłek, ponieważ namierzyć się takiej osoby praktycznie nie da. Choć jest to zawsze do pewnego stopnia możliwe, choć bardzo trudne.

Tails
https://tails.boum.org/
Dystrybucja oparta o system Debian w wersji stabilnej.
Finansowana przez zespół mający pieczę nad projektem Tor.
Wadą dystrybucji jest to, iż oparta została o stabilną wersję systemu Debian. Oznacza to, iż wiele elementów w odniesieniu do obecnego stanu rzeczy jest, delikatnie mówiąc, przestarzała lub leciwa.
Wadą też mogę uznać za fakt, iż dystrybucja posiada program biurowy, programy multimedialne, czy kompletnie nikomu nie potrzebne programy graficzne np. Scribus, czy Gimp.
Jeśli dystrybucji nie można zainstalować na dysku, to po co komu program libreoffice (biurowy), czy program do słuchania muzyki?
Dystrybucji bez tych dodatków była by dużo "lżejsza".
Warto też dodać, że dystrybucja wykorzystuje pulpit gnome-shell w wersji light. Co już moim zdaniem, nie jest dobrym wyborem, i w moim odczuciu zaliczam to jako wadę.




kodachi3
https://www.digi77.com/linux-kodachi/
Kolejna dystrybucja oparta o Debian, w wersji stabilnej.
W przypadku kodachi mamy do czynienia z pulpitem xfce, który jest lżejszy od gnome-shell (lite) w Tails. Dystrybucja jednak w dużo większym stopniu pozwala na działanie, czy ustawienie swojej anonimowości. Informacje wyświetlane na pulpicie jasno pokazują nam nasze IP, czy inne dane które mogą choć nie muszą być przydane. Dystrybucja nie ukrywa swoich niby hakerskich zapędów (tapety), ale tak naprawdę działa w oparciu o sieć Tor, choć uruchamia vpn. W jakim stopniu vpn działa, a na ile to zasługa sieci Tor?
Na stronie dystrybucji można zobaczyć porównanie, w czym kodachi jest lepsze od Tails. Czy tak jest naprawdę? Każdy sam musi się o tym przekonać.
Ważne, iż dystrybucja spełnia swoją rolę, i pozwala być anonimowym w internecie (do pewnego stopnia).



Pozostałe, czyli inne dystrybucje jakie można znaleźć pozwalające być anonimowym:

liberte (nierozwijana)
Ostatnia wersja dystrybucji to 2012 rok. Dystrybucja oparta o gentoo.

IprediaOS (???)
Wygląda na to, iż dystrybucja oparta o system Fedora. Wpis na FB został opublikowany w 2013 roku, ale obraz .iso do pobrania posiada datę 2016. W sumie to trudno rokować, czy to rozwijana, czy porzucona dystrybucja.

jotosl (JonDonym) (zarzucona)
System oparty o Debiana. Zarzucono przygotowywanie kolejnych obrazów płyty - ostatni obraz.

Jak można zauważyć, dystrybucji oferujących anonimowość w internecie jest... niewiele, mimo iż można byłoby spodziewać się, iż będzie ich znacznie, znacznie więcej patrząc na to, ile jest klonów Ubuntu, czy Debiana.
Taki stan rzeczy to wynik tego, że mało która firma chce wspierać taki system. Mało też która osoba będzie chciała wesprzeć taką dystrybucję, jeśli wszystkie działania finansowe są w dużej mierze jawne. A anonimowość, to anonimowość.

czwartek, 5 stycznia 2017

Linux i rok 2020

Odyseja kosmiczna, tak mogę nazwać system linux. Albo, nie kończąca się opowieść.

Linux się zmienia... Ale czy na pewno?
Pulpit, tak zmienia się. Programy, tak są poprawiane, psute, otrzymują nowe opcje, czy funkcje, ale cały trzon systemu linux... Naprawdę się zmienia?

Windows przyzwyczaił ludzi do systemu, który może i się nienawidzi, ale jeśli nowa wersja nam się nie podoba, to pozostajemy przy starej, używanej, i jest dobrze.
Niby z system linux jest podobnie. Prawda?
Otóż nie.
Wersje z długim wsparciem wobec wersji aktualnych daleko odbiegają od bycia na czasie.
I nie warto patrzeć na przeglądarki internetowe, ponieważ one BĘDĄ aktualizowane, ponieważ... każda aktualizacja przynosi poprawę bezpieczeństwa. A więc, samo przez siebie, oznacza to, że nowa wersja pojawi się w wersji LTS. Ale za to inne elementy systemu będą stare. Czy komuś to przeszkadza? Nie. Bo wszystko działa.
To trochę tak, jakby zapytać się: czy gra z roku 2014 jest lepsza od gry z 2018 roku? Niby tyko 4 lata, ale jednak, różnicę się pojawią. Jeśli by mówić jedynie o różnicach.
Oczywiście, każdy wybiera co mu pasuje, ale jednak, trzeba mieć świadomość swojego wyboru.

Piszę to, ponieważ linux to linux. Wyświechtana fraza, ale nadal aktualna.
Każda dystrybucja to inne podejście do użytkownika, oraz inna społeczność.
Cały czas zadziwia mnie społeczność Minta, ponieważ udowodniłem, że nie trzeba pobierać i instalować od podstaw Linux Mint, aby posiadać cinnamon. I nie potrzeba wiele, aby z Linux Mint zrobić aktualne Ubuntu, tylko z pulpitem cinammon.
Fedora to oczywiście specyficzna społeczność, która dziwi się użytkownikom Ubuntu, czy innych dystrybucji: Dlaczego nie korzysta z ich fantastycznej dystrybucji?
Widocznie jest ku temu powód, np. brak wyrazistości, brak widocznego zorganizowania społeczności wokół Fedory.
Tak naprawdę zadaje sobie pytanie, czy w Polsce są użytkownicy openSuse? Wiem, że się pojawią jacyś, ale czy jest ich znacząca grupa. Wiadomo, o co mi chodzi?

I czytając ten wpis, pomyślisz sobie: Po co ja to czytam?
A ja się zastanawiam: Po co ja to piszę?

Może dlatego, że linux jako system jest ewenementem. Nowinką, iskierką w gąszczu ciemności.
I czy linux zdobędzie znaczącą część rynku?
Szczerze?
Nie.
Nie, ponieważ nie jest reprezentatywny. Nie ma jednej, mocno i natarczywie reklamowanej dystrybucji, w która jednoczyła by wszystkich programistów na świecie.
Rozdrobienie na drobne dystrybucje sprawia, że użytkownik innego systemu woli wybrać starszą wersję Windows-a, niż bawić się w testy, czy coś działa, czy nie, a jak to działa, a jak to się obsługuje, co i jak się nazywa.
To trochę tak jak z nauką nowego języka obcego. Niby jest frajda, ale tak naprawdę to męczarnia powtarzania słówek, zdań, poznawania fraz, odmian itp. Niby to fajne, ale... Nie wiadomo, po co to komu, kiedy nigdy dana osoba nie pojedzie do danego kraju.